
No wiesz, co, powiedziała żona, kiedy jej pokazałem, poczekaj, zobacz, co czat pisze : „Ostatni wers jest gorzką, niemal aforystyczną konkluzją. Można ją odczytać nie dosłownie, lecz egzystencjalnie: każdy nosi w sobie jakiś rodzaj braku, cierpienia czy niespełnienia” no i mnie o to właśnie chodziło, jak w głowie się pojawiło, tak to właśnie zrozumiałem, nie dosłownie, jak Ty, ale wiesz, to zawsze jest o mnie i o tobie, no nie, właśnie nie, jest o każdej żonie i mężu każdym, zresztą, paradoksalnie, jak zaczęło się mąż, żona, to w czytelniku pojawia się nadzieja na coś dobrego, bo to bliska relacja, ale potem jest napisane, wszyscy, wszyscy są nieszczęśliwi, taka jest ludzka kondycja, nie tylko w egzystencjalizmie przecież, najpierw Budda mówił, że życie jest cierpieniem, a szczęście, pyta żona, co ze szczęściem, szczęście jest tylko złudzeniem, mirażem, czasem tylko się zdarzy, a prawdziwym „szczęściem” jest pierwsza szlachetna prawda o naturze cierpienia, zresztą Lacan chyba mówi to samo, ale co ja tam wiem o Lacanie, byłem tylko pięć lat w analizie lacanowskiej, ale sądziłem, że to wystarczy i nic z lacanizmu nie wiem, nie czytałem i chyba już nie będę, bo myślałem całe życie, że trzeba go czytać w oryginale, a nie będę się przecież uczył od podstaw francuskiego, myślałem, a okazuje się, mówi moja lacanistka była, która po kongresach lata i występuje na świecie, a może artykuły o mnie są nawet jakieś, jako o ciężkim przypadku, jej pióra, mówi mi ostatnio, że po angielsku można czytać, tak się wkurwilem, że zrezygnowałem, z lacanizmu jebanego, z analizy nieskończonej, także kochanie, co Ci będę więcej tłumaczył…

Dodaj komentarz