Powieść

POETICA METAPHISICA, rozdział III, SELVA OBSCURA, 2003. Ale ciało rozpięte pomiędzy brzegami pustej kartki, wyrastające z heksametrów pisanych czarnym maczkiem, ciało moje w powieści, którą czytasz, tak, to się może powieść, nawet kiedy powieszę się ja jej autor i będę równie rozpięty pomiędzy gałęziami drzewa, z którego potem, kiedyś kartki, i rozdziobią mnie czarne kruki i wrony, czarne i dziobiące równie na wskroś, jak czarne heksametry liter-kruków, usiłujące wydziobać coś na drzewie, gałęzi papieru, wydziobać coś wyrwane uprzednio własnemu ciału, lecz, naprawdę, dziobać udaje się tylko krukom, a ja czarny kruk, dziobię siebie bezskutecznie, bezowocnie, lepiej niech to zrobią kruki i wrony, moje siostry, choć może kto inny niż ja widząc wydziobane przeze mnie rany w drzewie powieści, na której się powiesiłem, będzie, nie jak inni, podziwiał, co takie ważne dla powieszonego, lecz dostrzeże w bezgłosych rytach na trupie drzewa, w którym heksametry, niemy swój krzyk,