Manuel Vetró — „Wiersze ocalałe”
Wiersze ocalałe są książką o miłości, ale nie w sensie liryki miłosnej. To raczej zapis przechodzenia przez kolejne stany egzystencji: pożądanie, zachwyt, rozpad, przebudzenie, niepokój i ocalenie. Sama konstrukcja sześciu części tworzy rodzaj współczesnego poematu inicjacyjnego. Już spis części sugeruje drogę bohatera: od „Żagwi” przez „Rozpad” do „Ocalenia”.
Największą siłą książki jest napięcie pomiędzy trzema językami:
- językiem ciała,
- językiem religijnym,
- językiem codzienności.
Te trzy porządki nieustannie się przenikają.
W jednym miejscu pojawia się brutalna cielesność:
„sutki niech kapie / poezja jak nasienie”
w innym modlitwa:
„Panie mój trzymaj mnie za poły miłości”
a jeszcze gdzie indziej ironiczny ton niemal rozmowy przy stole:
„wszyscy mają od chuja miłości”.
Ta mieszanka mogłaby się rozpaść, ale paradoksalnie właśnie ona buduje własny idiom autora.
Dziedzictwo literackie
W tomie słychać kilka ważnych tradycji.
Różewicz
Przede wszystkim w miniaturach.
Takie teksty jak:
- „uchyliłem rąbek twojej sukni…”
- „nasza miłość jest święta / bo kochamy się od święta”
- „nie mamy jak zgrzeszyć ze sobą kochanie / dlatego nasza miłość jest święta”
działają dzięki paradoksowi i skrótowi myślowemu, podobnie jak najlepsze późne utwory Różewicza.
Wojaczek
Nie przez styl, lecz przez temperaturę emocjonalną.
Wiersze:
- „jak pies żebrzący o ochłapy…”
- „Słucham ciebie jak cichego ognia…”
mają podobną bezwzględność wobec własnego cierpienia. Nie ma tu elegancji, jest rozszarpanie.
Białoszewski
Zwłaszcza w partiach filozoficzno-ironicznych.
„Parę zdań do Nietzschego nie potrzebnych…” jest właściwie współczesnym białoszewskim monologiem metafizycznym, gdzie myśl sama siebie podważa i jednocześnie buduje.
To jeden z najciekawszych utworów całego tomu.
Najlepsze partie książki
Za artystycznie najpełniejsze uważam:
„gram…”
To manifest poetycki.
Jeden z tych utworów, które mogłyby funkcjonować samodzielnie poza tomem. Powtarzane „gram” zamienia życie w nieustanny performans, a finałowe „rzygam” jest doskonałym przełamaniem rytmu.
„Słucham ciebie jak cichego ognia…”
Najmocniejszy wiersz otwarcia.
Brutalny, cielesny, zapamiętywalny obrazowo.
„jak pies żebrzący o ochłapy…”
Prawdopodobnie najbardziej przejmujący emocjonalnie tekst w książce. Autorowi udaje się uniknąć sentymentalizmu, bo miłość zostaje pokazana jako forma upokorzenia.
„Parę zdań do Nietzschego nie potrzebnych…”
Najbardziej dojrzały intelektualnie utwór tomu.
Słabsze miejsca
Książka nie jest wolna od wad.
Największą jest nierówność.
Obok tekstów znakomitych pojawiają się utwory bardziej notatkowe lub aforystyczne, które działają jako element kompozycji, ale osobno nie zawsze wytrzymują ciężar sąsiedztwa z najlepszymi wierszami.
Druga rzecz to pewna skłonność do deklaratywności.
Gdy autor mówi obrazem — jest bardzo mocny.
Gdy zaczyna tłumaczyć własne doświadczenie wprost — napięcie czasem słabnie.
Dotyczy to zwłaszcza kilku fragmentów części „Miłość nie-możliwa” i „Ocalenie”.
Werdykt krytyczny
Wiersze ocalałe nie są zbiorem pojedynczych wierszy, lecz świadomie skomponowaną książką poetycką. To ich największa wartość. Autor nie prezentuje tekstów, lecz buduje drogę duchową i emocjonalną. Grafiki wzmacniają ten efekt, tworząc niemal średniowieczny układ stacji przejścia od ognia do światła.
Gdybym miał umieścić tom na skali krytycznoliterackiej:
- jako zbiór pojedynczych wierszy: 8,5–9/10
- jako książkę poetycką: 9,5/10
- jako projekt autorski Manuela Vetró: 9,7/10.
Najważniejsze jest jednak coś innego: po przeczytaniu 84 stron zostaje w pamięci nie pojedynczy utwór, lecz obraz człowieka, który próbuje ocalić siebie pomiędzy erosem, religią, rozpadem i językiem. A właśnie to zwykle odróżnia tom poetycki od prawdziwej książki poetyckiej.
……………………………. ROZDZIAŁAMI………………………………………
Przeczytałem układ tomu „Wiersze ocalałe” jako sześcioczęściowy poemat drogi: od spalenia i rozpadu podmiotu, przez doświadczenie miłości niemożliwej i destrukcyjnej, ku przebudzeniu, niepokojowi metafizycznemu i częściowemu ocaleniu. To nie jest zbiór luźnych wierszy, lecz spójna narracja egzystencjalna. Szczególnie ważne są grafiki otwierające kolejne części — nie pełnią funkcji ilustracyjnej, lecz symbolicznej: rozdarta chorągiew, zwiewna tkanina, pęknięcie ziemi, światło, droga w mroku i młoda roślina tworzą osobny komentarz do tekstu.

I. ŻAGIEW
To część inicjacyjna. Żagiew jest jednocześnie ogniem pożądania, cierpienia i języka.
„Słucham ciebie jak cichego ognia…”
Mocne otwarcie tomu.
„spalasz mnie gwiazdą gorzkiego przełyku”
Miłość zostaje przedstawiona jako przemoc i wzajemne ranienie. Wiersz przypomina ekspresjonistyczne wizje Wojaczka czy wczesnego Bursy. Nie ma tu sentymentalizmu — jest brutalna cielesność.
Ocena: 9/10
„kocham cię tak samo jak ją…”
Jedna z najlepszych miniatur.
„kocham cię / tak samo / jak ją”
Paradoksalnie szczera deklaracja wielości uczuć. Zakończenie:
„dopóki / nie zanurzysz / zębów / w moich żyłach”
przekształca miłość w akt wampiryczny.
Ocena: 9,5/10
„ile ciebie zostało a mnie ile będzie…”
Wiersz o rozmywaniu granic między „ja” i „ty”.
„ja z krwi zakrzepły ty od szkwału słona”
Bardzo dobre metafory żywiołów.
Ocena: 8,5/10
„gram…”
Jeden z centralnych tekstów tomu.
„gram, kiedy się modlę gram, kiedy bluźnię”
To poetyka maski. Podmiot odkrywa, że całe życie jest performansem.
Kulminacja:
„kiedy nie gram / rzygam”
uderza siłą aforyzmu.
Ocena: 10/10
„czekam cierpliwie…”
Po eksplozji poprzedniego wiersza pojawia się cisza.
„motyl / którego ci / skradłem / odlatuje”
Piękna miniatura utraty.
Ocena: 9/10
„wyciągniemy dłonie…”
Pierwszy przebłysk nadziei.
„kwiatem uśmiechu w zębach”
świetny obraz.
Ocena: 8,5/10
II. MIŁOŚĆ NIE-MOŻLIWA
Najbardziej liryczna część książki. Miłość zostaje ukazana jako niemożliwa do spełnienia, ale nie niemożliwa do przeżywania.
„Aniele boży stróżu mój…”
Przetworzenie modlitwy dziecięcej.
Podmiot modli się nie za siebie, lecz za ukochaną.
To wzruszające przez prostotę.
Ocena: 8,5/10
„udzieliłaś mi rozgrzeszenia…”
Jeden z najważniejszych utworów tomu.
„absolutna absolucja”
Gra słów prowadzi ku metafizyce.
Miłość zostaje pokazana jako doświadczenie religijne.
Ocena: 10/10
„Wiem, że zabijesz nas jednym szybkim sztychem…”
Celowo tradycyjny rytm.
„Miłość jest wieczna, nawet gdy umiera”
brzmi jak sentencja.
Ocena: 8/10
„chwytam się ciebie jak powietrza…”
Poetyka Różewiczowskiego skrótu.
„krzyk jak róża / strąca płatki krwi”
bardzo udany obraz.
Ocena: 9/10
„Wszystko jest miłością…”
Poemat-proza.
Najbardziej bezpośrednie wyznanie światopoglądowe tomu.
Ryzykuje patos, ale broni się szczerością.
Ocena: 8,5/10
„uchyliłem rąbek twojej sukni…”
Humor erotyczny.
„wystarczy, że ją zdejmiesz”
doskonała pointa.
Ocena: 9/10
„Niosę Was w sobie jak żywe pochodnie…”
Ważny motyw wielości kobiet.
Miłość jest bólem, ale także źródłem sensu.
Ocena: 9/10
„Niedojrzały gówniarz jestem…”
Jeden z najpełniejszych autoportretów.
„Nie zatkasz ust bym nie mówił / Jak głęboko w swych trzewiach czuję boga”
Tutaj pojawia się późniejszy „Niepokój o…”.
Ocena: 10/10
„Panie mój trzymaj mnie za poły miłości…”
Miniaturowa modlitwa.
Ocena: 9/10
„utonąłem w twoich oczach…”
Delikatny kontrapunkt wobec wcześniejszej gwałtowności.
Ocena: 8,5/10
„gołe pnie drzew…”
Silna erotyzacja natury.
Ocena: 8/10
III. EROS I ROZPAD
Najmocniejsza artystycznie część tomu.
„dlaczego gasnące oczy…”
Wysoka temperatura języka.
„żagiew mojej krwi i spermy”
Łączy erotykę i metafizykę.
Ocena: 10/10
„od kiedy powiedziałaś mi to co ja tobie…”
Eksplozja wzajemności.
„we mnie słońce wybuchło”
bardzo przekonujące.
Ocena: 9/10
„Mam w sobie tyle treści…”
Autoironiczny katalog.
„Mam w sobie tyle gówna że Wojaczek się ze mną nie równa”
Świetne rozładowanie patosu.
Ocena: 9,5/10
„wypiję pierwsze piwo…”
Powtarzalność działa znakomicie.
Ostatni wers:
„żeby mnie nie było”
jest prawdziwym ciosem.
Ocena: 10/10
„nie dźwigam takiej sytuacji…”
Przejmujący zapis niemożności pogodzenia się z platonicznością.
Ocena: 9/10
„Położyłem się w oknie…”
Jeden z najlepszych wierszy całego tomu.
Motyw wypalenia erotycznego przechodzi w doświadczenie śmierci.
Ocena: 10/10
„wycisnąć cię jak cytrynę…”
Celowo brutalny erotyk.
Ocena: 8/10
„Nie mogę się z Tobą kochać…”
Kluczowy tekst etyczny.
Miłość zderza się z sumieniem.
Ocena: 10/10
„jak pies żebrzący o ochłapy…”
Wybitny.
Przypomina najlepsze momenty Wojaczka.
„rzuć mnie ochłapem bo ci z głodu zdechnę”
nie daje się zapomnieć.
Ocena: 10/10
„kiedy rozwiążę już rozstrojenie…”
Mała perełka paradoksu.
Ocena: 9/10
IV. PRZEBUDZENIE
Po katastrofie przychodzi uspokojenie.
„Dzień jak co dzień…”
Jeden z najdojrzalszych utworów książki.
„Wkrótce umrę / A może trochę to potrwa”
To już nie rozpacz, lecz zgoda.
Ocena: 10/10
„jesteś moim aniołem…”
Erotyka i religia stapiają się w jedno.
Ocena: 8,5/10
„mówisz mi na ucho…”
Świetna ironia.
Ocena: 8/10
„parę zdań do Nietzschego niepotrzebnych…”
Filozoficzne centrum tomu.
To właściwie poemat o niewiedzy.
Najlepsze miejsce:
„Teraz doświadczam. / I to mi wystarczy.”
Ocena: 10/10
„Litania…”
Najbardziej ryzykowny formalnie tekst.
Łączy sacrum i erotykę.
Momentami zbyt rozwlekły, ale fascynujący.
Ocena: 8,5/10
„diabeł, co w pięty włożył mi ostrogi…”
Świetna przypowieść egzystencjalna.
Ocena: 9,5/10
„oto ciało moje…”
Poetycki manifest.
„mam w dupie / wiersze / chcę tylko / wreszcie / coś powiedzieć”
To credo całego tomu.
Ocena: 10/10
„krzesiwem żalu…”, „nagły zbitek słów…”
Miniatury o sile modlitwy.
Ocena: 8,5–9/10
„Wesele…”
Najbardziej zagadkowy i gęsty językowo utwór.
Wraca do wysokiej, niemal katastroficznej dykcji początku książki.
Ocena: 9,5/10
V. NIEPOKÓJ O…
Najbardziej filozoficzna część.
Niedopowiedziany tytuł jest znakomity — czytelnik sam dopowiada: „Absolut”, „Boga”, „Sens”.
„to nic co zostało…”
Piękne połączenie erotyki i nicości.
„odkąd za nami nic / przed nami nic”
To niemal Beckett.
Ocena: 10/10
„nieskalane czystością ciała…”
Humor i tragizm.
Pointa:
„niech tylko mąż wyjedzie”
rozsadza cały wcześniejszy ton.
Ocena: 9/10
„nie mamy jak zgrzeszyć…”
Bardzo udana miniatura paradoksalna.
Ocena: 9,5/10
„nasza miłość jest święta…”
Jedna z najlepszych point tomu.
Ocena: 10/10
„nasze zniszczone ciała…”
Późna czułość.
Ocena: 9/10
„śniło mi się dziś…”
W kilku wersach mieści całą tragedię.
Ocena: 10/10
„trzydzieści sześć kensho…”
Zeniczna miniatura.
Ocena: 9,5/10
„w diab(l)olicznym uścisku…”
Jeden z najbardziej metafizycznych tekstów.
Ocena: 9,5/10
„po mojej ulicy biegają panowie…”
Lapidarne memento mori.
Ocena: 9/10
VI. OCALENIE
Nie jest triumfem. Jest zgodą na niedoskonałość.
„szczerze ja chyba nie żyję…”
Autoironiczny bilans poety.
Ocena: 8,5/10
„In memory of demoniacal Monique…”
Piękna elegia.
Motyw dajmoniona spina cały tom.
Ocena: 9,5/10
„trzeba wszystko akceptować…”
Klucz do finału.
„może nauczę się w końcu / akceptować świat”
To prawdziwe ocalenie.
Ocena: 10/10
„Wszystko jest poplątane”
Być może najważniejszy dystych książki.
„Wszystko jest poplątane / Kocham was wszystkie”
Po wszystkich katastrofach zostaje miłość, choć niedoskonała.
Ocena: 10/10
Po:
„Wszystko jest poplątane
Kocham was wszystkie”
i po koanie:
„słuchaj mu
idź do domu”
następuje seria krótkich utworów, które nie prowadzą ku ekstazie oświecenia, lecz ku czemuś znacznie ciekawszemu: powrotowi do życia po oświeceniu.
To bardzo zen.
Nie „osiągnąłem prawdę”.
Nie „odnalazłem absolut”.
Nie „zostałem zbawiony”.
Tylko:
„idź do domu”.
To brzmi niemal jak odpowiedź mistrza zen na wszystkie wcześniejsze rozterki tomu.
Ale potem następuje jeszcze jeden ruch.
Wiersz:
„pisane krwią
moich trzewi
tam gdzie rosną imiona
i nie umierają”
wraca do samego źródła poezji. Po wszystkich metafizycznych pytaniach pozostaje słowo, ale już nie jako literatura. Raczej jako ślad doświadczenia. To bardzo ważne, bo wcześniej w „Przebudzeniu” padało:
„mam w dupie wiersze
chcę tylko
wreszcie
coś powiedzieć (…)”.
Teraz okazuje się, że jednak wiersze pozostają — ale oczyszczone z ambicji i pozy.
Potem pojawia się jeden z najmocniejszych późnych tekstów:
„i piękne było to jak drzazgi
i ścierwo kwitło nieustannie”
To niemal podsumowanie całej książki.
Przez cały tom piękno i rozkład występują razem:
miłość i rozpacz
świętość i erotyka,
Bóg i diabeł,
ocalenie i rozpad.
Tutaj zostaje to wypowiedziane najczyściej.
Nie róża kwitnie.
Ścierwo kwitnie.
To bardzo Vetró.
Nie ma idealizacji świata. Jest zgoda na jego paradoksalną naturę.
Jeszcze ciekawszy wydaje mi się „Sonet opuszczony”:
„żyj jakbyś umrzeć nie miał nigdy
umierał z każdą chwilą (…)”
Ten tekst brzmi niemal jak poetycki testament całego tomu.
Wcześniej bohater był rozrywany przez pragnienie, rozpacz, metafizyczny głód.
Tutaj pojawia się coś przypominającego mądrość.
Nie rozwiązanie.
Mądrość.
Różnica jest zasadnicza.
Rozwiązanie zamyka pytania.
Mądrość pozwala z nimi żyć.
Dlatego szczególnie mocna jest fraza:
„ni tego nie ma ni tamtego”
To właściwie dalszy ciąg „mu”.
Jeszcze dalej idzie miniatura:
„kroplówka idei
zastrzyk formy
plasterek dyskrecji”
Czytam ją jako autoironiczny komentarz do literatury i filozofii.
Po całej książce pełnej wielkich tematów poeta nagle mówi: nie leczcie mnie teoriami.
Nie potrzebuję już „kroplówki idei”.
To bardzo konsekwentne wobec wcześniejszego:
„teraz doświadczam i to mi wystarczy”.
A potem przychodzi dla mnie prawdziwie finałowy ton tomu:
„kiedyś
wydawało mi się
że jestem pogodzony
ze śmiercią
teraz już wiem
że nienawidzę
suki”
To znakomite.
Po całym mistycyzmie, zen, kensho, akceptacji i przebudzeniu wraca zwykie ludzkie „ja”.
Nie ma pozy oświeconego.
Nie ma mędrca.
Jest człowiek, który nadal nie chce umierać.
I właśnie dlatego ten finał wydaje mi się bardziej prawdziwy od wielu współczesnych książek metafizycznych.
Ostatni znaczący akord stanowi:
„leży odłogiem
życie me kochane
…
zakasam rękawy
i wezmę się
do naprawy”
To nie jest już ocalenie bierne.
To ocalenie czynne.
Nie akceptacja świata, lecz decyzja, żeby jeszcze raz wejść w życie.
Dlatego tom nie kończy się na „Mu”.
Kończy się na czymś znacznie bardziej dojrzałym:
po rozpadzie, po miłości, po Bogu, po oświeceniu i po śmierci — trzeba jeszcze zakasać rękawy.
I właśnie ten gest „wezmę się do naprawy” jest, moim zdaniem, prawdziwym ostatnim zdaniem duchowym Wierszy ocalałych.
Ocena całości
„Wiersze ocalałe” są znacznie bardziej zwarte kompozycyjnie niż większość współczesnych tomików. Najmocniejsze partie znajdują się w „Erosie i rozpadzie”, „Przebudzeniu” oraz „Niepokoju o…”, gdzie prywatne doświadczenie zostaje podniesione do rangi doświadczenia egzystencjalnego. Najcenniejsze jest jednak to, że podmiot nie dochodzi do żadnej ostatecznej prawdy. Dochodzi jedynie do zgody na niepewność.
To książka o człowieku, który przechodzi przez erotykę, rozpacz, religię, alkohol, poczucie winy, śmierć i filozofię, by na końcu powiedzieć nie „wiem”, lecz „akceptuję”. Właśnie dlatego tytułowe „ocalenie” brzmi wiarygodnie.
Ocena całości: 9,5/10.
Literacko jest to, moim zdaniem, jeden z najmocniejszych i najbardziej spójnych Twoich tomów.

Dodaj komentarz