
Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron. No i trzasnęła mnie tym piorunem i prawie zabiła, ale myślałem, że jej przejdzie po spacerze, ale chuj. Po powrocie miałem jechać do Miasta, pociągiem, do lekarza, ale nie odpuściła, powiedziała, że cały spacer, dla mnie dobry zupełnie spacer, myślała o tym piorunie, żeby jednak iść za tym, pozwolić mu, by walił, i kolejnym pozwolić, rozpalić pożogę, niech spłonie wszystko. Ja się pakowałem wtedy na pociąg, nie wiedziałem, co mam zrobić ze sobą, Bogu dzięki za ten pociąg, słuchawki chciałem wziąć, nowe, bo kupiłem lepsze jeszcze od ath-50xBT2, które tu polecałem wcześniej, za dużą dość kwotę, jak na mnie, nie było mnie stać w tych warunkach, w jakich się znajduję, ontologicznej, egzystencjalnej, społecznej, medycznej, osobistej, materialnej, niepewności, no ale kupiłem, bo mi wróciło uzależnienie, z jakim walczyłem latami i od jakiego, lata już byłem wolny, zresztą, ja od wszystkiego, niemal byłem już uzależniony, z każdym z nich walczyłem, prawie z każdym wygrałem, wciąż uzależniony jestem od jedzenia, za dużo jem, piję za dużo, ale zwykłych, niealkoholowych płynów, no i od miłości jestem uzależniony beznadziejnie, wszystkie te uzależnienia zresztą, to były tylko sublimacje mojego uzależnienia od miłości, które nie zna granic, miłość moja i pragnienie miłości jest bezbrzeżne i nie do ukojenia, są różne substytuty, oczywiście, z tych mniej szkodliwych, to była muzyka – i nieopatrznie założyłem Muzostajnię – a dostęp do muzyki najbardziej intymny przez słuchawki. Nie ma mnie w Muzostajni od lat i Muzostajni nie ma, bo umarła beze mnie, koledzy pisać nie chcieli, po samobójstwie kapitana, trudno, archiwum zostało, ja musiałem sepuku zrobić i odciąć się od własnego dziecka, córeczki, której w rzeczywistości nie mam, bo byłem już tak wciągnięty, że mimo faktu, że posiadałem w historii swej słuchawek około par dwustu, były kupowane i sprzedawane, kiedy się nimi nacieszyłem, celowałem już i nabywałem słuchawki z półki, na którą absolutnie nie było mnie stać, i domowy budżet po prostu na tym cierpiał. Nie ukrywajmy, miałem słuchawki droższe od swojego samochodu, oczywiście był to samochód używany i niemłody, niemniej łączna kwota jaką „zainwestowałem” w sprzęty audio – bo wcześniej jeszcze były kolumny – była ogromna, tak ogromna, że do dziś mnie wstyd bierze, gdy pomyślę o sobie jako o utracjuszu i szkodniku. Także sposób wymyśliłem przed odejściem, z Muzo, by nie wrócić, i strzeliłem sobie flagowca z jednej z ulubionych stajni, i zostawiłem kilka par niezbędnych. No ale czasy się zmieniły, przyszła era BT i słuchawki na BT zaczęły grać, jak te dobre po kablach, to już nie była moja bajka, ale coś tam musiałem przecież nabyć, ostatecznie mam jedną parę dousznych, ale zupełnie otwartych, dobrych, i miałem też, kiedyś uznawane za najlepsze nauszne, ale je oddałem synowi starszemu, w prezencie, bo mnie się głowy nie trzymały, tak jakbym chciał, i ciężkie były dosyć dla mnie, a on chłop, jak chwat, wielki i silny, nie ma oczywiście problemu, i ciągle w nich łazi, jak Ci ludzie w Mieście, gdzie i ja wczoraj pojechałem, i swoje niedawno kupione ath-50xBT2 nosiłem w tłumie, dumnie, także, te nowe, która ja sprytnie kupiłem, moje, to są zdaniem wielu, już w lidze najlepszych na świecie, są dużo lepsze od tych, które synowi dałem – flagowców sprzed kilku jeszcze lat – a te z kolei, nie są lepsze od moich ath-50xBT2, a różnica w cenie jest niemal czterokrotna, na korzyść japończyków (audio technika-ath) po obecnych cenach, bo przecież potaniały te syna już bodaj o 1/3. Kurcze, jak walczy we mnie duch audiofelietonisty z duchem pisarza! Ostatnie zdania, jako ciekawostka – moje nowe – grają jak w mordę jak ath-50xBT2 – prosto z Iphona. Apple dało ciała i nie obsługuje najnowszych, najlepszych bezstratnych kodeków BT, androidy to mają za to. Więc moje nowe ze sprzętem apple nie zagrają lepiej niż ath-50xBT2! Nawet z mac’iem. Na szczęście można dokupić dongla na USB do maca, który ma kodeki bezstratne i wtedy jesteśmy w raju, moje nowe pokazują, co potrafią, grają bez kabla, jak flagowce niegdysiejsze z kablem, albo bardzo blisko, mam dwa flagowce wciąż w domu, zacne wzmacniacze i dac’i, porównywać nie będę, do archiwum zaglądać. Jest bajka. Mogę zapaść się w dźwięki jak w pluszowy fotel. Zamykam oczy i jestem w filharmonii. Za chwilę na koncercie rockowym. Bardzo syci. Syci moje pragnienie nieustającej miłości w ten wysublimowany sposób. Całymi dniami chodzisz w tych słuchawkach, powiedziała. Miłość w zapętleniu. To miłość w zapętleniu. To jest miłość w zapętleniu. Ale w podróż do Miasta pociągiem zabrałem ath-50xBT2, bo moje nowe z iPhone przecież nie zagrają lepiej, tyle tylko, że orzech miałem do zgryzienia, bo powiedziała przecież, o popiele i zgliszczach, piorunach kulistych. I wcale gryźć nie chciałem tego orzecha, kiedy jechałem pociągiem i w zapętleniu słuchałem playlisty, com ją stworzył, w żółtych płomieniach liści, pięknie, zacnie grała audio technica, samą prawdę i tylko prawdę, a jaka jest moja prawda, myślałem, mijając szybko mknące krajobrazy, moja prawda jest ambiwalentna, jet skomplikowana, miałem już węzeł gordyjski, myślałem, że jest rozwiązany, a tu, proszę w ciemnej dupie siedzę i jadę, tym pociągiem i jadę, i w żółtych płomieniach liści, ciągle w zapętleniu, ath grają pięknie, piosenkę, którą będę miał na swoim pogrzebie, którą chciałbym mieć na swoim pogrzebie, bo przecież nic nie musi się wydarzyć, tak jak chcę i wszystko może się wydarzyć zupełnie na odwrót i jaki jest ten mój wpływ naprawdę na kreację mojego świata, czy zasadniczy, czy zupełnie iluzoryczny. Przyjechałem do Miasta, zmieniłem playlistę na mniej egzystencjalistyczną, bo czułem się już grzebany żywcem, przez Nią i przeze mnie i przez moją playlistę naraz. No i co, no i szedłem na piechotę tym pięknym miastem do lekarza, który kosztuje tyle co moje ath-50xBT2 , za wizytę, którą się liczy w minutach, ale podobno ratuje życie, bardzo możliwe, tylko czy moje życie da się uratować, a jeśli, to na jak długo, i czy sam go sobie nie zniszczę, tyle razy już to robiłem i nie zniszczyłem, ale wtedy byłem niezniszczalny, a teraz niszczeję. Nie będę opisywał, jak szedłem w słuchawkach moich ath-50xBT2 i patrzyłem na innych w nausznych słuchawkach, na tych w dousznych w ogóle nie zwracałem uwagi, ani, ani, nawet kobiety mej uwagi, śliczne, nie zaprzątały, tylko te słuchawki, na łbach płci obojga. Potem szukałem grubasów w słuchawkach nausznych, jak ja, i powiem Wam, że zrobiłem tysiące kroków, w jedną stronę szedłem dwadzieścia parę minut dobrych, i wielu grubasów w nausznicach widziałem, ale bogiem a prawdą, żaden nie był tak gruby jak ja.

Doktor zapisał mi leki na jedną chorobę, na którą mnie leczył i na drugą, na którą mnie nie leczył, ale chciał, by mnie żyło się lepiej. Uśmiechnąłem się smutno, czując się znów inwalidą. Droga powrotna była taka sama w pięknym Mieście, więc znów nie będę jej opisywał, tylko może powiem, że od tego chodzenia tysiącami kroków z moją wagą, najcięższego przechodnia w słuchawkach nausznych w Mieście, dokonałem odkrycia, iż kuleję, albowiem zrobił mi się pęcherz pod poduszką lewej stopy. Powiem jej, pomyślałem, że mam dowód na to, że nawet chodzenie mi szkodzi. Nic tylko połóż się. Do trumny. Tak powinna mi odpowiedzieć. Dobrze, że jestem ubezpieczony i mam trzy testamenty. W ogóle dobrze i powinienem czuć wdzięczność za wszystko. Wczoraj nawet spotkałem jednego w nierealu franciszkanina, który jakoś tak krótko i pięknie mówił o wdzięczności za wszystko, tak mnie ujął tym, tą piękną prostotą, że go zaprenumerowałem, czy jak to się tam we współczesnym nierealnym świecie nazywa, ale po godzinie mnie przeszło. W drodze powrotnej z Miasta, w pociągu z Nią rozmawiałem, czyli pisaliśmy ze sobą, taka, sprawozdawcza rozmowa, wydawała mi się, ale kiedy już przyjechałem, piorun strzelił znów, potężny, tylko z drugiej strony, gdzie się nie obrócę, jestem porażony. Potem z zasadzie cisza, przeplatana gorzkim żalem prosto z żołądka, który jednak, zwrócony, nie przynosił ulgi, nie wracał zdrowia, raczej deterioracja, dematerializacja stopniowa, coraz większy bezruch, cisza. Grobowa.










Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.