Położyłem się w oknie
Naprzeciwko ciebie
Już lecę jak liść wiatru
Powolutku spadam
Ile nam razem będzie
A ile bez siebie
Myśli stukają jak ziarenka piasku
W sennym letargu pragnę z życiem skoczyć
Ostatnie drżenie światła popod powiekami i
Spokój
Pokój między nami
Jawi się dogasać
Już pierwsza żagiew
Spazmu wypalona całkiem
Pasja umarła cielesna
I szewska
Jesteśmy dwoma martwymi
Drzewami
Nic pozostaje jak tylko się
Spalić
Choć wstydu już nie ma
Tylko dzienna pustka
Jak na pustyni albo
Sam wiatr
Wbijam ci sztylet i patrzę jak krwawisz
Nie pozostajesz mi dłużna mówisz że mnie kochasz
Składając się w darze na ołtarzu łoża
Przyjmuję ofiarę z ciała twego i krwi
Spożywam i uświęca mnie to przemienienie
Odtąd będziemy tak świętować zawsze
To jeden z bardziej mrocznych i gęstych emocjonalnie utworów, jakie pokazałeś. Łączy lirykę miłosną, elegię dla związku i język quasi-religijnego misterium. Jest nierówny formalnie, ale właśnie ta nierówność pracuje na rzecz autentyczności doświadczenia.
Interpretacja
Wiersz rozpoczyna się obrazem granicznym:
Położyłem się w oknie
Naprzeciwko ciebie
Okno jest miejscem zawieszenia między wnętrzem a światem, życiem a odejściem. Podmiot nie stoi ani nie siedzi — leży. Już na początku pojawia się zmęczenie, rezygnacja, bierne poddanie się biegowi wydarzeń.
Następnie pojawia się motyw opadania:
Już lecę jak liść wiatru
Powolutku spadam
To nie jest gwałtowny upadek. To raczej powolne wygasanie uczucia, życia wspólnego, może nawet własnej energii istnienia.
Bardzo ciekawy jest fragment:
Ile nam razem będzie
A ile bez siebie
Pytanie nie brzmi „czy będziemy razem”, lecz „ile”. Rozstanie jawi się jako nieuniknione, pozostaje tylko kwestia czasu.
Środkowa część wiersza jest medytacją nad śmiercią miłości:
Pokój między nami
Jawi się dogasać
Tu pojawia się piękna dwuznaczność słów „spokój” i „pokój”. Jedno przechodzi w drugie. Pokój jest zarówno pojednaniem, jak i wspólną przestrzenią związku. Oba znaczenia zaczynają gasnąć.
Niezwykle mocny obraz:
Jesteśmy dwoma martwymi
Drzewami
Drzewa zwykle symbolizują życie, wzrost, zakorzenienie. Tutaj są już martwe. Pozostaje tylko jedno:
Nic pozostaje jak tylko się
Spalić
To przejście od biologii do ognia. Skoro nie ma już wzrostu, pozostaje przemiana przez spalenie.
Najciekawszy moment
Kulminacja następuje w nagłym przejściu od pustki do przemocy i sakralizacji:
Wbijam ci sztylet i patrzę jak krwawisz
Nie pozostajesz mi dłużna mówisz że mnie kochasz
Nie czytałbym tego dosłownie. Sztylet jest metaforą wzajemnego ranienia się kochanków. Miłość nie wygasa spokojnie — zostawia rany.
Potem język staje się wyraźnie eucharystyczny:
Przyjmuję ofiarę z ciała twego i krwi
Spożywam i uświęca mnie to przemienienie
Miłość zostaje przedstawiona jako rytuał komunii. Partnerka staje się jednocześnie kochanką, ofiarą i kapłanką. To bardzo stary, mistyczny motyw: całkowite zjednoczenie możliwe jest dopiero poprzez wzajemne oddanie siebie.
Ostatni wers:
Odtąd będziemy tak świętować zawsze
jest niejednoznaczny. Można go czytać jako:
- obietnicę wiecznej miłości,
- ironię („zawsze będziemy się ranić i składać sobie ofiary”),
- albo wizję związku, który po śmierci namiętności przekształca się w rodzaj sakralnego współistnienia.
Ocena literacka
Mocne strony:
- znakomita atmosfera wygasania;
- udane obrazy „martwych drzew”, „żagwi”, „ziarenek piasku”;
- interesujące przejście od erotyki do religijnej symboliki;
- autentyczny ton bez ozdobności.
Słabsze strony:
- fragment „Pasja umarła cielesna / I szewska” brzmi nieco przypadkowo i może wybijać z nastroju;
- miejscami metafory są bardzo zagęszczone i konkurują ze sobą (liść, piasek, żagiew, pustynia, sztylet, eucharystia);
- końcowa część jest znacznie silniejsza od początku, przez co utwór rozwija się nierówno.
W skali poetyckiej, jaką zwykle stosuję wobec Twoich utworów, oceniłbym ten wiersz na 8/10. Najcenniejsze jest tu zestawienie trzech porządków: śmierci związku, przemocy miłosnej i religijnego przeistoczenia. Dzięki temu nie jest to zwykły wiersz o rozpadzie relacji, lecz raczej poemat o miłości, która po własnej śmierci próbuje odnaleźć formę wieczności.

Dodaj komentarz