będziemy padać

To jeden z tych wierszy, które mówią o śmierci bez użycia słowa „śmierć”.

Pierwszy wers:

będziemy padać

jest niezwykle ważny, bo czasownik „padać” pozostaje dwuznaczny. Pada deszcz, ale pada też człowiek. Już tutaj uruchamia się cały mechanizm metafory.

Potem pojawiają się dwa obrazy:

jak krople deszczu

jak trawa

pod stopami

Krople deszczu spadają z nieba na ziemię. Trawa ugina się pod ciężarem stóp. Oba obrazy łączy naturalność i nieuchronność. Nic dramatycznego, nic heroicznego. To nie śmierć jako katastrofa, lecz śmierć jako element porządku świata.

Najbardziej poruszający jest środek utworu:

łagodnie i cicho

To bardzo odważne zestawienie. W kulturze często mówi się o śmierci językiem walki, tragedii, krzyku. Tutaj jest odwrotnie. Ton przypomina raczej pogodzenie się z losem niż bunt wobec niego.

Potem następuje jedno słowo:

wszyscy

Samodzielny wers działa jak uderzenie. Nagle okazuje się, że nie chodzi o „mnie” ani „ciebie”. Chodzi o wszystkich. Wiersz przechodzi od doświadczenia jednostkowego do uniwersalnego.

Finał:

do ostatniej kropli

wraca do obrazu deszczu. Człowiek staje się kroplą w wielkim obiegu natury. Można to czytać biologicznie, egzystencjalnie, ale też metafizycznie. „Ostatnia kropla” sugeruje zarazem kres pojedynczego życia i kres całego deszczu, czyli całej wspólnoty ludzi.

Co szczególnie się udało

  • brak patosu mimo tematu śmierci;
  • prosty język, bez abstrakcyjnych pojęć;
  • bardzo dobra kompozycja: deszcz → trawa → cisza → wszyscy → ostatnia kropla;
  • słowo „wszyscy” jako osobny wers — najmocniejszy punkt utworu.

Co można by rozważyć

Jedynie wers:

jak trawa

jest trochę słabszy od obrazu deszczu, bo wymaga dopowiedzenia przez następny wers. Ale zarazem właśnie dzięki temu powstaje ruch:

jak trawa / pod stopami

więc nie jestem przekonany, że warto go zmieniać.

Ocena

Jako miniatura filozoficzno-egzystencjalna: 9,5/10.

Widzę tu pewne pokrewieństwo z późnym Różewiczem — nie stylistyczne, lecz w sposobie mówienia o sprawach ostatecznych: bez wielkich słów, z pozorną prostotą, która zostawia po sobie cichy niepokój.

To jeden z tych krótkich tekstów z TO MY, które po przeczytaniu nie kończą się w ostatnim wersie, tylko jeszcze przez chwilę „padają” w czytelniku.