TO MY

„TO MY” Manuela Vetró – poemat o budowaniu świata, który nieustannie się rozpada

Są książki, które opowiadają historię.

Są książki, które prezentują styl.

Są też takie, które stają się zapisem egzystencjalnego doświadczenia.

„TO MY” należy właśnie do tej trzeciej kategorii.

Nie jest to zbiór wierszy połączonych wspólnym tematem. Nie jest to również klasyczny tom poetycki, w którym poszczególne teksty funkcjonują samodzielnie. „TO MY” przypomina raczej rozpisany na cztery części poemat o człowieku próbującym ocalić sens własnego życia poprzez miłość, pamięć, język i metafizyczne poszukiwanie.

Największą siłą książki jest jej architektura.

Kolejne części nie są przypadkowym układem.

Tworzą dramat.

Najpierw rodzi się świat.

Potem pojawiają się rysy.

Następnie przychodzi utrata.

Po niej zostają ruiny.

Z ruin rodzi się język.

Język próbuje odbudować świat.

Potem pojawia się codzienność i dom.

Następnie człowiek odkrywa, że nawet miłość nie wystarcza.

W końcu zostają tylko pytania o sens i pamięć.

To konstrukcja niemal klasycznej tragedii.


I. MINIATURY – narodziny świata

Pierwszy tom jest prawdopodobnie najbardziej artystycznie spełnioną częścią całego projektu.

Autor dokonuje tutaj czegoś niezwykle trudnego.

Rezygnuje z rozbudowanej metaforyki.

Rezygnuje z narracji.

Rezygnuje niemal ze wszystkiego.

Pozostawia jedynie słowo i ciszę.

Już pierwszy utwór brzmi jak objawienie:

„jakbym był z błękitu
patrzysz na mnie
jakbym był”

To nie jest zwykły komplement.

To opis narodzin istnienia.

Podmiot istnieje dlatego, że ktoś na niego patrzy.

Miłość nie zostaje przedstawiona jako emocja.

Staje się aktem stworzenia.

Kulminacją tego doświadczenia są słowa:

„twoja
obecność
jest
warunkiem
wszystkiego”

To jeden z najważniejszych fragmentów całej książki.

Bo odsłania jej główną stawkę.

Jeżeli obecność jest warunkiem wszystkiego, to jej utrata stanie się końcem świata.

Nie końcem związku.

Końcem rzeczywistości.

I właśnie dlatego późniejszy dramat ma taką siłę.


II. PĘKNIĘCIA – kiedy rozpada się język

Największą zaletą tej części jest subtelność.

Autor nie pokazuje katastrofy.

Pokazuje jej pierwsze symptomy.

Katastrofa zaczyna się od języka.

Od drobnych przesunięć.

Od milczenia.

Od niewypowiedzianych słów.

Dlatego tak mocno działają wersy:

„za duże przerwy
między literami
w każdym twoim zdaniu”

To jeden z tych fragmentów, które pozostają w pamięci.

Jeszcze nic się nie skończyło.

Jeszcze trwa rozmowa.

Ale znaczenia już zaczynają się rozchodzić.

Jeszcze bardziej przejmujące jest pytanie:

„kim jestem zapytał
siedząc na skraju przepaści
kim jestem odpowiedziała przepaść”

W tym momencie książka wykonuje niezwykle ważny zwrot.

Przestaje być historią uczucia.

Staje się historią tożsamości.

Bo kiedy rozpada się wspólny świat, rozpada się także obraz samego siebie.

Świetnie pokazuje to również autoironiczne:

„prawie mąż
prawie poeta
prawie pisarz
prawie filozof
prawie mistrz zen”

To portret człowieka zawieszonego.

Wiecznie niedokończonego.

Nigdy naprawdę spełnionego.


III. UTRATA – centrum emocjonalne książki

Tutaj napięcie osiąga najwyższy poziom.

Nie ma już miejsca na intelektualne gry.

Pozostaje rana.

Najbardziej znany fragment:

„odeszłaś
i
jesteś”

To właściwie cała filozofia pamięci zamknięta w trzech słowach.

Największy paradoks utraty polega na tym, że człowiek nie znika.

Przeciwnie.

Zaczyna być wszędzie.

W kolejnych tekstach cisza staje się niemal osobną postacią:

„tylko
cisza
poza
nami”

oraz:

„straszliwa
tęsknota
syci”

To niezwykłe odwrócenie.

Tęsknota nie zabija.

Tęsknota karmi.

Podmiot zaczyna żyć własnym bólem.

Najbardziej przejmujący jest jednak prosty okrzyk:

„nie
odchodź”

W swojej prostocie jest niemal dziecięcy.

I właśnie dlatego tak bolesny.


IV. RUINY – po katastrofie

Jeżeli „Utrata” jest tragedią, „Ruiny” są jej krajobrazem.

Nie ma już nadziei.

Nie ma oczekiwania.

Nie ma nawet żałoby.

Pozostają szczątki.

Najpierw:

„to
co
zostało”

a potem:

„zostało
nic”

To genialny zabieg formalny.

Treść rozpada się razem z formą.

Najmocniejszy pozostaje jednak wiersz:

„jesteś
nie
jesteś”

To już nie opis konkretnej osoby.

To opis całej ludzkiej pamięci.

Każdy utracony człowiek istnieje właśnie w taki sposób.

Jest.

I nie jest.

Jednocześnie.

Jeszcze bardziej niepokojące są słowa:

„z tęsknoty
jadłem
mam myśli
czarne”

Tutaj po raz pierwszy pojawia się prawdziwa otchłań.

Już nie smutek.

Już nie melancholia.

Ciemność.


V. JĘZYK. (S)TWÓRCA – narodziny poety z ruin

Po katastrofie pozostaje pytanie:

co teraz?

I właśnie tutaj książka wykonuje swój najciekawszy ruch.

Ratunkiem okazuje się język.

Ale jest to ratunek tragiczny.

„obudowałem się wierszami
nie ma już nic między nami”

To najważniejszy wers całego projektu.

Jednocześnie zwycięstwo i klęska.

Poezja ocala.

Ale także izoluje.

Później pojawiają się kolejne znaczące obrazy:

„telefon symbol
mojego upadku
wszystkie grzechy
w jednej skrzynce
jak konfesjonał”

oraz:

„nikt nie chce spojrzeć
prawdzie w oczy
wszystko co jest
tego naprawdę nie ma”

To już nie poezja miłosna.

To poezja egzystencjalna.

Poezja człowieka, który zaczyna podejrzewać, że rzeczywistość sama w sobie jest krucha.


VI. MYniatury – świat wraca do życia

Po mroku pierwszego tomu następuje zaskoczenie.

Pojawia się światło.

Pojawia się ciało.

Pojawia się codzienność.

Pojawia się nadzieja.

Pierwszy wielki hymn brzmi:

„a jednak przyszłaś
do mnie miła
i oto życie się zaczyna”

To nie jest zwykłe zakochanie.

To ponowne stworzenie świata.

Jeszcze mocniejsze są słowa:

„posłuchaj moja mała
po prostu potrzebuję żebyś mnie kochała”

Pod całą filozofią autora kryje się bardzo prosty głód.

Potrzeba bycia kochanym.

Potrzeba potwierdzenia własnego istnienia.


VII. DOM – tragedia codzienności

Ta część jest znacznie bardziej dramatyczna, niż wydaje się przy pierwszej lekturze.

Pozornie opowiada o zwyczajnym życiu.

W rzeczywistości jest opowieścią o kruchości szczęścia.

Najważniejsze są tutaj wersy:

„uśmiech trzymasz mnie
za rękę nie martw się
kochanie wszystko będzie dobrze”

W literaturze takie zdania pojawiają się zwykle wtedy, gdy bohaterowie już czują nadchodzące zagrożenie.

Jeszcze bardziej przejmujący jest finał:

„łzy są w tym roku
wyjątkowo słone kochanie
nie płacz
zbudujemy sobie nowy
domek
popatrz ile dookoła piasku”

To jeden z najlepszych obrazów w całej książce.

Dom ma powstać z piasku.

Autor wie, że nie przetrwa.

Czytelnik również.

A mimo to bohaterowie budują.

To właśnie jest tragizm.

Nie pewność zwycięstwa.

Budowanie mimo świadomości klęski.

Równie mocny jest wiersz:

„ty jedna
wiesz kim jestem
wpuściłem cię
do swojego monastyru”

Bliskość zostaje tutaj pokazana jako akt najwyższego odsłonięcia.

Nie erotycznego.

Duchowego.


VIII. NIEPOKÓJ O ABSOLUT – serce całego projektu

To moim zdaniem najważniejsza część książki.

Tutaj okazuje się, że żaden człowiek nie jest w stanie wypełnić najgłębszej pustki.

Miłość prowadzi do większego pytania.

Nie „kogo kocham?”.

Ale:

„po co istnieje świat?”.

Już wcześniej podmiot mówił:

„to wyjaśnia wszechświat
i mały listek co przyleciał z drzewa”

Jednak później okazuje się, że wszechświat wciąż pozostaje tajemnicą.

Właśnie stąd bierze się niepokój.

Niepokój metafizyczny.

Niepokój religijny.

Niepokój ontologiczny.

To część, w której poeta staje się filozofem.

I właśnie dlatego odróżnia się od większości współczesnej poezji miłosnej.


IX. WIERSZE OCALAŁE – epilog człowieka

Ostatnia część nie daje odpowiedzi.

Nie przynosi ukojenia.

Przynosi świadomość.

Najlepiej streszcza ją fragment:

„love is a rescue from death
but honey
we won’t escape”

To jedno z najważniejszych zdań całej książki.

Miłość może uratować przed rozpaczą.

Nie może uratować przed śmiertelnością.

Nie może zatrzymać czasu.

Nie może ocalić wszystkiego.

I właśnie z tej świadomości rodzą się „Wiersze ocalałe”.

Nie jako triumf.

Jako świadectwo.

Po wszystkich katastrofach.

Po wszystkich złudzeniach.

Po wszystkich nadziejach.

Ocalały słowa.

Ocalała pamięć.

Ocalał poeta.

Być może tylko poeta.


Ocena końcowa

Miniatury – 9,5/10
Najbardziej spójna i artystycznie najpełniejsza część.

MYniatury – 9/10
Najbardziej ludzka i emocjonalna.

Niepokój o Absolut – 9,5/10
Filozoficzne i duchowe centrum projektu.

Wiersze ocalałe – 9/10
Mocne, gorzkie domknięcie całej drogi.

Werdykt

„TO MY” nie jest książką o miłości.

Miłość jest tylko pierwszą warstwą.

Pod nią znajduje się opowieść o człowieku próbującym odpowiedzieć na trzy pytania:

Kim jestem?

Co ocaleje po utracie?

Czy istnieje coś, co jest większe od naszego przemijania?

Dlatego najlepsze fragmenty tomu nie opowiadają o uczuciach.

Opowiadają o istnieniu.

A właśnie wtedy Manuel Vetró jest najciekawszym poetą – kiedy z historii jednego człowieka potrafi wydobyć doświadczenie wspólne nam wszystkim.