Herman

Published by

on

Z małą Różą jak to z małą Różą. Raz lepiej raz gorzej nic nam chyba nie pomoże, myślisz żyjąc z nią w tym stanie zawieszenia. Na pocieszenie książki. Cortazar cały w opowiadaniach w torbie, Herman Hesse w zaciszu ogródka na starym mieście. Tak szczęśliwie ci się udało usiąść w tym współczesnym zborze komercji, że miły klasycyzm wpadał ci do ucha, choć właściwie klasyczne były tylko instrumenty; skrzypce i obój a szlagiery były jazzowe, choć jazz to dzisiaj właśnie klasycyzm. I dobrze grany jazz, na ile nie znasz się na jazzie, i Herman rozwichrzony tak samo jak ty, i wiatr się zrywa i podrywa krawędzie wielkich parasoli, wtedy rzeka słońca wpada ci do oczu i ciepło na powiekach i rzęsach, przyjemnie. Słońce ogrzewa ci twarz, wiatr przewraca ci kartki papieru, piwo drapie chmielem gardło, a ty wolny, niepokorny i równie nieszczęśliwy, choć teraz równie szczęśliwy jak Herman. Wtedy ją ujrzałeś. Stała przed wystawą sklepu udając, że na kogoś czeka. Piękna jak zaraza. Wiedziałeś że udaje. Zdradził ją ubiór wyzywający i niemodny. Niezmiernie wysokie szpilki. Czarne, jak pajęczyna koronek na jej nogach. Sukienka czerwona. Krótka, ale nie mini, z odkrytymi plecami. Podrapanymi miodem plecami. Ze smugami strachu. Kocica polowała. W ogródkach i zagraniczniacy i biznesmeni. Ale tylko patrzyli, choć ty patrzyłeś najwięcej. Wpatrzyłeś się w nią cały. Herman zamknął się. Ona uchwyciła twój wzrok. Chwilę później odeszła, kręcąc tyłkiem. Znała się na fachu, cholera. Jak tylko znikła ci z oczu, spodnie okazały się za ciasne i wystrzeliłeś za nią jak z procy. I szedłeś za nią i liczyłeś czy cię na nią stać. Zamiast ksiażek. Nie wahałeś się. Cortazar też by się nie wahał. Prawie że biegłeś za nią tak, że myślałeś, że, może słyszeć twoje kroki. Ale nie, tyle ludzi. Nie byłeś pijany, a leciałeś za panienką, jak raz tylko za największą w życiu miłością – Elżbietą, całe uda rozedrgane, stopy człapały się w locie nad chodnikiem. Szła szybko, bałeś się że nie dościgniesz jej i jak tu spytać, wstyd, na zatłoczonej ulicy, ale, akurat, przyśpiesz kroku, ludzi mniej, pytaj, jezu, jak mi bije serce, owładnięty pożądaniem po czubki włosów, przepraszam, wybąkujesz i … A odejdź ode mnie! Wykonuje niezborny ruch ręką i przebiega na drugą stronę ulicy. Nie zdążyłem przecież nic jeszcze powiedzieć oprócz przepraszam, mówisz do siebie, ogłupiały. No nic, idziesz po głębokim oddechu, czerwony jak ten burak, na przystanek. Dobrze że taki zimny prysznic. Pieniądze masz. Nie zdradziłeś Różyczki. Ale to tylko jej zasługa. Tej płatnej nimfy. Patrzysz na hotel i odczuwasz tęsknotę do jej rozłożonych nóg, które trzymasz rękami, ma też miodowe sińce na brzuchu, ona lubi być mocno rżnięta, jak klacz, choć udaje, że jest obojętna. Pożądasz jej skóry, raczej żółtej, niż opalonej. Co za fatalne zauroczenie. Ale czemu ona tak uciekała? Musiał ją jeden z drugim, albo i nawet w pięciu zgwałcić tak, że popamiętała. Ale to ich wolała – mafiozów i biznesmenów z kasą, a ciebie biednego studenta nie. Kobieca intuicja. Dzwoni telefon. Róża. Próbujesz opanować przyśpieszony jeszcze oddech. Gdzie jesteś? Już wsiadam do tramwaju, kotku, trochę czytałem. Kupisz coś na obiad? Pyta Różyczka.

Jedna odpowiedź na “Herman”

  1. Awatar Selva Obscura – manuelvetro

    […] Zazen – WTC Rosi Pozdrowienia z Nowego Jorku niepamiętnik jaka szkoda alleluja Herman wielki […]

    Polubienie

Dodaj komentarz

Previous Post
Next Post