między wierszami, jest To, co Jest

By

In memory of demoniacal Monique…

w końcu dajmonion mnie odwiedził

i kazał się z poezją biedzić

obejmij mnie ma damo z (b)łota

choć dotykałaś dłonią nieba

wpędzić mnie w piekło było Ci potrzeba

ze złem tańczyłem kręgi wieczne

anioły łez płakały  deszczem

już ugaszona dusza moja

twych oczu gromem porażona

piorunem palić byłaś skora

popioły mej płonącej duszy

w deszczu anielskich łez okruszyn

kiedy odeszłaś wnet zakwitły

i kiedy zmartwychwstanie było

samotne  fatum przekroczyło

obejmij mnie ma damo z (b)łota

dotykaj mnie miłosna dłonią

i otwórz dla nas bramy nieba

a kiedy słońce nam zakwitnie

obejmę Cię i ciemność zniknie

(Didaskalia: 13.08.2026. Mistrz i Małgorzata, w pociągu, w drodze powrotnej od Niej, chyba 2003, na kartach książki, po jej zakończeniu, zaczęło się pisać, ołówkiem, na okładce, łzy kapią mi na klawiaturę, ja pierdolę, uspokój się, oddychaj, samo się pisało, ale ja wiedziałem, już od pierwszego wersu, że to nie będzie wiersz, że to będzie wierszem, ale że to będzie, właśnie to, czego całe życie szukam i mam to pod grafitem ołówka, ono pisze się samo automatycznym pismem, kiedy zobaczyłem to, co się napisało, co wyszło ze mnie, gdzie ja byłem tylko narzędziem wychodzenia, ręką, mózgiem, okiem, który zapisywał słowa, zamarłem, zachwycony, przerażony, śmiertelnie, dogłębnie, bowiem okazało się, że mam to, mam wszystko, wszystko złapałem, chwyciłem, dało się pochwycić, włożyło mi się w serce, mózg i ręce, mam go, na kartce, w matematycznym zapisie, który jest jedynym możliwym poprawnym, najkrótszym w historii, Okham skacze z radości, jednocześnie nie mając nic, niczego, przecież, tak załatwił mnie on, oddając się na talerzu, kartce, nie do strawienia, dla nikogo oprócz mnie. To jest koniec prawdziwy Selva Obscura, to jest koniec. Kropka.)

bezczasowy

bezprzestrzenny

nieruchomy

wszechobecny

nic jest (nie)możliwe

wszystko jest niczym

nic jest wszystkim

śmiertelne jest nieśmiertelne

zło jest dobrem

wszystko jest wszystkim

choć tak naprawdę

nie ma nic

prawda jest

nieuchwytnym absurdem

więc wszystko co możemy

uchwycić

to steki bzdur

jak dobro i zło

życie i śmierć

jesteśmy cząsteczkami

nieskończoności

niezdolnymi wyjrzeć

poza iluzje

strachu i śmierci

co ujrzy skończoność

w nieskończoności patrząc oczy?

a = – a ( ∞+/-)

    4 odpowiedzi na “In memory of demoniacal Monique…”

    1. Chwała Panu, że ten dajmonion to tak po polsku Manu natchnął, bo i my, zwykli czytelnicy możemy coś na tym natchnieniu skorzystać. 🙂

      1. Uwaga słuszna , bo ja językami nie mówię , to i apostoł ze mnie żaden.

        1. Mówi, mówi, przynajmniej po angielsku nie najgorzej, choć nie wiadomo czy też w natchnieniu (an(g)ielskim?).

          1. Brawa 👏 za to natchnienie an(g)ielskie ! Dwa zdania na krzyż, krzywe, to nie mowa jeszcze 😉

    Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.

    336 słów
    1–2 minut
    • Mistrz
      Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
    • na krawędzi snu/słów/znów
      Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
    • w prezencie dajesz mi siebie
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • Drzewo-ryt – wpis egzystencjalistyczny nr 16
      Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
    • spotka-nie
      Wiersze które dopiero powstają, 2026
    • W żółtych płomieniach liści – wpis egzystencjalistyczny nr 14/15
      Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
    • e-migracja czyli FEJSBOOK I INSTAGRAM
      Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
    • radość
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • który jesteś we mnie, którego nie ma
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • No nie, tESSEtament trzeci leci
      otóż, dowód na istnienie Boga, który urodził mnie się na kartach Mistrza i Małgorzaty, dosłownie, tam go zapisałem, ołówkiem, kończąc książkę, formułę matematyczną, takoż i wiersz, który ją objaśnia, dowodem tym zamknąłem Selva Obscura, bo on zamykał wszystko, jednocześnie wszystko otwierając, jeździłem z nim do Dominikanów do Poznania, ale czasu nie mieli, to pojechałem do Krakowa, ale tam dopiero były mecyje, nie odważę się opowiadać, ostatecznie, leżał u mnie w niewydanej książce, w komputerze i na papierze, parę lat, ale gdzieś w okolicach dwa tysiące osiem, latem, kiedym potworzył pierwsze wiersze, które stały się piosenkami, postanowiłem i zeń uczynić piosenkę, alem pomyślał, że skoro dominikanie go nie chcieli, nawet nie udało mi się go im pokazać, taka prawda smutna była, to ja go teraz całemu światu pokażę, dosłownie, zrobię teledyski, po polsku i po angielsku, i niech się dzieje wola nieba,
    sierpień 2026
    P W Ś C P S N
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  

    ← Wstecz

    Twoja wiadomość została wysłana

    Odkryj więcej z Manuel Vetró

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej