

głos twój westchnieniem
świat cały przyzywa
a łąki rozszalałe
tembrem miododajnym
trawy się chylą
uwiedzione rankiem
przestrzenie zastygają
larum w niebo idzie
werblem nadciągają
wszystkie polne ptaki
na taniec wiekuisty
w brzmieniu o zachodzie
dźwiękiem jak natchnieniem
źródła pełne wzruszeń
błękitnieją oczy
wilgotnieją cicho
jasnością co zagrzmiała
w dniu stworzenia świata

chociaż śmiertelni
czy jesteśmy wieczni
nie jesteśmy oddzieleni
chociaż widzimy
tylko podziały
absolutny spokój
w niepokoju o absolut

małe bogi biegały
bosymi stopami
po rozgrzanej łące
wtem ktoś powiedział
nie czas to
by buty obuć i
do szkół się udać
i ustało lato

ja jestem
jestem chodzącą tęsknotą
jak żagiew jak pochodnia
zapalam się i gasnę
w twoim niemym wyznaniu
w tobie niemej
pozamiatałaś mną jak podłogę
leżę teraz
otwarty na oścież








Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.