

gdy padam na kolana przed tobą kochana
kwiaty przestworzy spadają wirując
w powietrzu jak śnieg
na głowie twojej zamieszkał już ogród
jaśnieje tysiącem czerwonych obłoków
a włosy moje ubrane w stokrotki
i łzy jak sople parzą twarzy płomień
czym cięte hiacynty które trzymam w ręku
w obłoku płatków cudownego śniegu
już twarz ci lodowa kraina przykryła
i moje słowa zgasły
w mgle wielkiej jasności

liście na brzuchu
we włosach
jeden nawet
przykrywa ci pierś
ale
zaraz go
zdejmę
kąpiemy się
w jesieni
pocałunki liści
wilgotnieją
na skórze
stróżka krzyku
zrasza wargi
wiesz
nasze ciała
istniały kiedyś oddzielnie

gdy zechcesz mnie kiedyś wspomnieć
przyłóż do wargi motyla
omszałe potem ciało
rankiem zabłyśnie w kropli
lecz sen zatonie w ciemności
jawy okrutnej jak słońce
bo puste jest miejsce w twym łożu
przepastnym jak uda rozwarte
serce drży liśćmi co rosą
łkają targane wiatrem
odczuwasz mnie porami skóry
lecz sen nie powtórzy się nigdy

przepadłem w tobie
w twych przepastnych głębinach
w tobie całej
i każdym twym szczególe
jesteś jak obraz
całego świata








Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.