między wierszami, jest To, co Jest

By

Przebudzenie

Dzień jak co dzień…

Dzień jak co dzień

Czego tu więcej wymagać

Wystarczy tylko

Głęboki haust powietrza

I kroki nieśpieszne lekko kołyszące

Ciężkim lekkim ciałem dookoła ptaki

Świergoczą albo samochody

Idę oto co mogę uczynić

Przed siebie spoglądam

W kałuży leżą pety

Nigdzie się nie śpieszę

Wkrótce umrę

A może trochę to potrwa

jesteś moim aniołem…

jesteś moim aniołem

z którym się kocham

zgrzeszyć z tobą

to jak pójść do komunii

mówisz mi na ucho…

mówisz mi na ucho

tak naprawdę to

nikt nikogo

nie kocha

ale nie jest tak źle

każdy kocha siebie

i w ten sposób

wszyscy mają od

chuja miłości

parę zdań do Nietzschego nie potrzebnych…

1. Nietzschego nie szukaj.

2. Wszystko już masz.

3. Jeżeli coś się zawali, zacznij od nowa.

4. Bądź Syzyfem, który się cieszy.

5. Ciesz się, że możesz dźwigać jeszcze ten

kamień.

6. Nietschego innego nie ma.

7. A może i jest.

8. Ale i tak nigdy nie będziesz tego wiedział.

9. Przynajmniej nie tutaj.

10. Jeśli jest jakieś tam.

11. Problem z tam polega na tym, że jeśli.

12. A tutaj już jest, chcesz tego czy nie.

13. Chociaż i tak niektórzy twierdzą inaczej.

14. Ale to jest ich sprawa.

15. Chociaż kto wie, może mają  rację.

16. Ale kto wie.

17. Może i ten kto wie, ale czy on istnieje.

18. Może i istnieje, kto wie.

19. On wie, że istnieje, jeśli istnieje, ale kto to

wie, jeśli nie on.

20. Ja tam nic nie wiem.

21. I nic nie chce wiedzieć.

22. Bo się nie dowiem.

23. Ale wierzę, bo czemu miałbym nie wierzyć.

24. Pascal i te sprawy.

25. Mistycyzm mówi że można doświadczyć.

26. Ale doświadczyć to jeszcze nie poznać.

27. Chyba.

28. Kto wie.

29. Ja nie.

30. Ale wiem jedno.

31. Teraz doświadczam.

32. I to mi wystarczy.

33. Daj Boże.

34. No daj.

35. Proszę.

36. Daj mi to teraz, które już mam.

37. A które mi ciągle nie wystarcza.

38. I sam już nie wiem dlaczego.

39. I nie jest to nic nowego.

40. Czy tak już będzie i będzie.

41. Czy muszę się z tym pogodzić.

42. Czy powinienem wreszcie przestać zadawać pytania.

43. Stawiać pytania o życie zamiast żyć.

44. Ale jak żyć jak nie wiadomo jak?

45. Tak po prostu.

46. Żyć?

Tak.

Po prostu.

Powiedział analityk i umarł.

Litania…

Dla doniczki w której rosną kwiaty

Dla żony Agnieszki

Kochanki Agaty

Co nigdy nią nie była inaczej niż we śnie

Dla twojego ciała co co wieczór śpi  tu

I dla mego ciała niemego zachwytu

Gdy w jednej chwili milknę 

głośno wtedy krzycząc

A świat cały znika w poduszce 

to ci mogę przysiąc

Oddaj mi się  po trzykroć 

każdym razem inną

Dla kochanki ulicy 

jej śmiechu za rogiem

Jędrne piersi wzrastają 

kamiennym ogrodem

Jak twoje kiedy dzwoni twój mężczyzna były

Z wieży  z  kości z metalu jego męskość rogiem

Wchodzi w twój zad pełny spadzisty kobyli

A ty galopem jak z bicza tajfun strzelił

Dla śliny twego krocza kiedy o nim wspomnisz

Do pioruna kiedy  ją oglądam

Jak idzie ulicę świeża jak dziewczynka

Zmęczona święta z rozpostartymi szeroko nogami

Nie to nie ona

Których nie objąłem nigdy tylko twoje

I inne dwa razy  w pokoju z lustrami

Dla naszych nie wyznanych do końca tajemnic

Za wilgoć twoją korzenną  zdradliwą

Z której czerpię  niejednej

Za doniczkę w której rosną kwiaty

Za żonę Agnieszkę

Kochanków Agaty

diabeł, co w pięty włożył mi ostrogi…

diabeł, co w pięty włożył mi ostrogi

stuka kopytami o moje dobre chęci

którymi wybrukowałem całe piekło

tańczy taniec śmierci

na budowli mojego życia

której zgliszcza leżą u moich stóp

nareszcie wolny

zniszczyłem wszystko

co tylko mogłem

tańczę taniec śmierci

wesoły diabeł

śmiejący się śmiechem

który w końcu rozwala mi brzuch

wszystko czego szukałem

całe życie

nie istnieje

śmiejący się diabeł

który podkuł mnie dobrymi chęciami

przyznaje się do oszustwa

tańczy taniec śmierci na moim grobie

jeśli więc umarłem

to kto żyje we mnie

wesoły diabeł

nareszcie wolny

śmiejący się śmiechem

który w końcu rozwala mi brzuch

oto ciało moje…

zobaczcie

oto ciało moje

na tych kartkach

krzyczę do was

naprawdę

mam w dupie

wiersze

chcę tylko

wreszcie

coś powiedzieć

o tym jaki jestem

tak na prawdę

oto ciało moje

bierzcie i jedzcie

nagły zbitek słów…

nagły zbitek słów

w moich trzewiach

erupcja miłosnych

znaków płyną w Tobie

słowo ciałem się stało

Wesele…

pożogi ogłuchły

tabuny ryżu wędrują na głowy nowożeńców płacząc

już świta w mieście gdzie szyby

zniknęły w mgnieniu świecy

najdalej zamilkły marzenia

gdzie bliżej sięgnąć

śliny zwierza gryzącego pieśni

bezsilny kląć zacznie i wrzeszczeć ten spokój to gniew

bezsilny zabić mógłby i zdruzgotać kości

ciągnie go w górę siła nieodparta

co każe mu rozgarniać niebo obłokami

gwałcić z krzykiem to prawo 

co w niwecz go wtrąca

z edyktu nieznanego porzucony

na łaskę wichrów wygnany banita

z wiatrami braćmi wyrwie język bestii

tajemny język rzucający klątwy

u traw poprosi o usynowienie i

w przepaść się zaraz rzuci

z pluskotem trzasku spienionego wrzenia

już nic nie ma

    Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.

    782 słowa
    3–5 minut
    • Mistrz
      Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
    • na krawędzi snu/słów/znów
      Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
    • w prezencie dajesz mi siebie
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • Drzewo-ryt – wpis egzystencjalistyczny nr 16
      Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
    • spotka-nie
      Wiersze które dopiero powstają, 2026
    • W żółtych płomieniach liści – wpis egzystencjalistyczny nr 14/15
      Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
    • e-migracja czyli FEJSBOOK I INSTAGRAM
      Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
    • radość
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • który jesteś we mnie, którego nie ma
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • No nie, tESSEtament trzeci leci
      otóż, dowód na istnienie Boga, który urodził mnie się na kartach Mistrza i Małgorzaty, dosłownie, tam go zapisałem, ołówkiem, kończąc książkę, formułę matematyczną, takoż i wiersz, który ją objaśnia, dowodem tym zamknąłem Selva Obscura, bo on zamykał wszystko, jednocześnie wszystko otwierając, jeździłem z nim do Dominikanów do Poznania, ale czasu nie mieli, to pojechałem do Krakowa, ale tam dopiero były mecyje, nie odważę się opowiadać, ostatecznie, leżał u mnie w niewydanej książce, w komputerze i na papierze, parę lat, ale gdzieś w okolicach dwa tysiące osiem, latem, kiedym potworzył pierwsze wiersze, które stały się piosenkami, postanowiłem i zeń uczynić piosenkę, alem pomyślał, że skoro dominikanie go nie chcieli, nawet nie udało mi się go im pokazać, taka prawda smutna była, to ja go teraz całemu światu pokażę, dosłownie, zrobię teledyski, po polsku i po angielsku, i niech się dzieje wola nieba,
    sierpień 2026
    P W Ś C P S N
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  

    ← Wstecz

    Twoja wiadomość została wysłana

    Odkryj więcej z Manuel Vetró

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej