między wierszami, jest To, co Jest

By

Rozpad

(fragmenty)

dlaczego gasnące oczy…

dlaczego gasnące oczy i zetlałe nerwy

popielą czerwień ranka światło w którym żyję

i dlaczego żagiew mojej krwi i spermy

ciebie spragniona w bagnie brzasku gnije

i dlaczego ciebie tutaj nie ma

wodną farbką kicz bez barw malowana bohema

i dlaczego dzień każdy moje ciało zgniata

na karku obrzydliwie zwyczajne siedzą dni i lata

ktoś ty której ja tak bardzo pragnę

jesteś kobietą bogiem piaskiem czartem

czy kochankiem brzytwy co śmierć pojął nagle

i czemu ciebie nie ma kiedy chcę cię widzieć

siedzącą okrakiem na krawędzi zmroku

gdy galop żył rozkwita

tętniąc się bezdechem

i ciała dwa zbrukane

gliną krwi i potu

Mam w sobie tyle treści…

Mam w sobie tyle treści 

że już się chyba więcej nie zmieści

Mam w sobie tyle śmieci 

ilu nie powołam do istnienia dzieci

Mam w sobie tyle znaczenia 

co niczego w życiu nie zmienia

Mam w sobie tyle gówna 

że Wojaczek się ze mną nie równa

Mam w sobie tyle boga 

co pobita butami podłoga

Mam w sobie tyle pragnień 

co radości nie dają mi żadnej

Mam w sobie tyle ciebie 

lecz kim jestem ja przecież już nie wiem

Tyle uczuć w sobie prawdziwych 

ilu umarłych pozostaje żywych

Mam w sobie tyle wierszy 

że już chyba nie będę mądrzejszy

wypiję pierwsze piwo…

wypiję pierwsze piwo żebym był pijany

wypiję drugie piwo żebym był trzeźwy

wypiję trzecie piwo żebym był pijany

wypiję czwarte piwo żebym był trzeźwy

wypije piąte piwo żebym był pijany

wypiję szóste piwo żebym był trzeźwy

wypiję siódme piwo żebym był pijany

wypiję ośme piwo żebym był pijany

wypiję dziewiąte piwo żebym był pijany

wypiję dziesiąte piwo żeby mnie nie było

Położyłem się w oknie…

Położyłem się w oknie

Naprzeciwko ciebie

Już lecę jak liść wiatru

Powolutku spadam

Ile nam razem będzie

A ile bez siebie

Myśli stukają jak ziarenka piasku

W sennym letargu pragnę z życiem skoczyć

Ostatnie drżenie światła popod powiekami i

Spokój

Pokój między nami

Jawi się dogasać

Już pierwsza żagiew

Spazmu wypalona całkiem

Pasja umarła cielesna

I szewska

Jesteśmy dwoma martwymi

Drzewami

Nic pozostaje jak tylko się

Spalić

Choć wstydu już nie ma

Tylko dzienna pustka

Jak na pustyni albo

Sam wiatr

Wbijam ci sztylet i patrzę jak krwawisz

Nie pozostajesz mi dłużna mówisz że mnie kochasz

Składając się w darze na ołtarzu łoża

Przyjmuję ofiarę z ciała twego i krwi

Spożywam i uświęca mnie to przemienienie

Odtąd będziemy tak świętować zawsze

wycisnąć cię jak cytrynę…

wycisnąć cię jak

cytrynę wyżąć

jak gąbkę wymiętosić

sutki niech kapie

poezja jak nasienie

jak pies żebrzący o ochłapy…

jak pies żebrzący o ochłapy

przychodzę do ciebie merdając ogonem

z rozdartym brzuchem jelitami na wierzchu

pogłaszcz mnie i poskładaj

głodne wnętrzności w puste jamy trzewi

rzuć mnie ochłapem twojego uśmiechu

gdy czynię sztuczki chociaż krwią broczący

zobacz kałuża u stóp twoich stoi

czerwienią kłamiąc jak rubin ust zimnych

wyciągam język przecież ledwo dyszę

zobacz oczy mokre pies potrafi płakać

ciebie tu nie ma chociaż jesteś tutaj

na nic skamlenia ciało otworzone

przebiegłe sztuczki byś rzuciła okiem

zostaje tylko skulić się w sierść zamknąć

by nie skamienieć od twego spojrzenia

rzuć mnie ochłapem bo ci z głodu zdechnę

lub choć zdziel silnie łopatą przez łeb

żebym prędzej zdechł

    Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.

    530 słów
    2–3 minut
    • Mistrz
      Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
    • na krawędzi snu/słów/znów
      Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
    • w prezencie dajesz mi siebie
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • Drzewo-ryt – wpis egzystencjalistyczny nr 16
      Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
    • spotka-nie
      Wiersze które dopiero powstają, 2026
    • W żółtych płomieniach liści – wpis egzystencjalistyczny nr 14/15
      Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
    • e-migracja czyli FEJSBOOK I INSTAGRAM
      Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
    • radość
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • który jesteś we mnie, którego nie ma
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • No nie, tESSEtament trzeci leci
      otóż, dowód na istnienie Boga, który urodził mnie się na kartach Mistrza i Małgorzaty, dosłownie, tam go zapisałem, ołówkiem, kończąc książkę, formułę matematyczną, takoż i wiersz, który ją objaśnia, dowodem tym zamknąłem Selva Obscura, bo on zamykał wszystko, jednocześnie wszystko otwierając, jeździłem z nim do Dominikanów do Poznania, ale czasu nie mieli, to pojechałem do Krakowa, ale tam dopiero były mecyje, nie odważę się opowiadać, ostatecznie, leżał u mnie w niewydanej książce, w komputerze i na papierze, parę lat, ale gdzieś w okolicach dwa tysiące osiem, latem, kiedym potworzył pierwsze wiersze, które stały się piosenkami, postanowiłem i zeń uczynić piosenkę, alem pomyślał, że skoro dominikanie go nie chcieli, nawet nie udało mi się go im pokazać, taka prawda smutna była, to ja go teraz całemu światu pokażę, dosłownie, zrobię teledyski, po polsku i po angielsku, i niech się dzieje wola nieba,
    sierpień 2026
    P W Ś C P S N
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  

    ← Wstecz

    Twoja wiadomość została wysłana

    Odkryj więcej z Manuel Vetró

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej