nie chcę już dłużej iść przez życie jak dotąd poszukam drogi prawdziwej która przyniesie mi spokój usiądę na środku skrzyżowania a każdy przejeżdżający przeze mnie samochód jak gawroni krzyk w moich piersiach
spadłem z piekła na przejrzyste liście aniołów niebieskie jak krew świtu gorejący rozkład mojej uprzedniej śmierci na nieboskłonie żywego ramienia bzu o świcie spadłem z piekła na przejrzyste liście aniołów
Ruina
Myślałem kiedyś
Że ja nigdy nie zginę
Aż popadłem w miłość
W jej przepastną ruinę
Wątpiłem kiedyś
Czy ja może nie ginę
Aż popadłem w miłość
W jej przepastną ruinę
Mówiłem kiedyś
ja na pewno już ginę
Aż popadłem w miłość
W jej przepastną ruinę
jest we mnie radość dziecka które wyskoczyło ze skorupy swojej głowy w końcu rozbitej o uliczny bruk kolejne potknięcie czaszka wreszcie pękła gliniana czaszka pełna
kłamliwych figurek
pękła została radość dziecka we mnie po prostu radość nigdy więcej nie będę się bawił kłamliwymi gównianymi figurkami ze śliny i prochu bóg mieszkający w mojej głowie którym tak bardzo chciałem się stać to zwykły cielec nawet nie złoty całkiem z gliny figurka teraz rozbita w pył diabeł żyjący w moim podbrzuszu śmieje się wyskoczywszy z rozbitego o bruk uliczny czoła ulico ulicznico jesteś święta pod latarnią kiedy pokraczne figurki rozpadają się w pył
ideał wreszcie sięgnął bruku diabeł tańczy trzeci dzień na podeptanym grobie moich figurek tańczy przeklęty taniec życia i śmieje się boskim śmiechem
odchodzimy spokojnie jak kamienne ptaki spadając w niebotyczną przepaść nieistnienia
Otóż, przecież, ależ, zabiera się Pan za temat monumentalny, powiedziała cycuszkowa wróżka. Wielcy o tym pisali, wielcy o tym trąbili, nie poradzi Pan. Mówię Panu, radzę dobrze, odpuść Pan. Pan chcesz pisać o muzyce, jako egzystencjalistycznym eskapizmie, jako o ratunku dla człowieka uciemiężonego trudami życia, i to w aspekcie historycznym, czy może nawet antropologicznym, jakoby już w jaskiniach przodkowie nasi walili w bębny i duli w kości, czy proste fujarki, aby w trans wpaść i otumanić się, zapomnieć o lwach i wszystkich innych niebezpieczeństwach,
Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.