
Otóż, przecież, ależ, zabiera się Pan za temat monumentalny, powiedziała cycuszkowa wróżka. Wielcy o tym pisali, wielcy o tym trąbili, nie poradzi Pan. Mówię Panu, radzę dobrze, odpuść Pan. Pan chcesz pisać o muzyce, jako egzystencjalistycznym eskapizmie, jako o ratunku dla człowieka uciemiężonego trudami życia, i to w aspekcie historycznym, czy może nawet antropologicznym, jakoby już w jaskiniach przodkowie nasi walili w bębny i duli w kości, czy proste fujarki, aby w trans wpaść i otumanić się, zapomnieć o lwach i wszystkich innych niebezpieczeństwach, bo wiedzieli przecież, co ich czeka po orgii, bo oni przecież śpiewy, tańce przy ogniu, bębnienia, dudnienia, grzechotania, i co im jeszcze w ręce wpadło, na co im pomysł przyszedł, i dał się zrealizować, oni grali, drogi Panie, na wszystkim, Pana zdaniem, co było tylko zdatne, i wieczorami przy ognisku, po zjedzeniu mamuta, w rytm muzyki kochali się zbiorowo jeszcze, orgie uprawiali, rzecze Pan, a co najgorsze, my ich wzorem, w nieświadomości zbiorowej nosimy te orgie, co się z muzyką kojarzą, z rytmem, z gorącym transem, tą miłość fizyczną i miłość w ogóle, która przychodzi do serca, zstępuje, porywa duszę i ciało, kiedy słuchamy piękna muzyki, przez wieki, przez wszystkie epoki, przez całą historię, aż do teraz, Amen.
Cycuszkowo wróżko, czyż nie zgadza się Pani, że to właśnie muzyka ma ten sam potencjał, co miłość, nosi jego miazmaty przynajmniej, ale obfite, pełne tej obfitości, jaką niosą piersi mleczne niemowlęciu, a potem wszystkim nam, bośmy wszyscy z piersi pili? Czyż nie uważa Pani, wróżko cycuszkowa, że muzyka i erotyka to siostry? Że muzyka miłosną być może przywołując w nas miłosne wspomnienia i pragnienia miłosne, a miłość sama, w jej erotycznym aspekcie, czyż nie jest dźwięczna? Czyż samą muzyką się wtedy miłość nie staje? Czyż najpiękniejszą powiadam, muzyką, wtenczas już nie jest? Tak oto miłość i muzyka przeplatają się nawzajem, tak idą ze sobą pod rękę, tak kochając się ze sobą, zatracają swoje granice, miłość jako ucieczka , wytchnienia, schronienie, zbawienie od niepokojów egzystencjalistycznych, salve regina, bliskich każdemu człowiekowi, a muzyka, jako jej cień.
Myślałem, że ja mam uwarunkowania z dzieciństwa, w postaci Ojca, cycuszkowa wróżko, który grał na wszystkim, przy każdej możliwej okazji, śpiewał jak zawodowiec, wyposażył mieszkanie w sprzęt stereo z najwyższej wtedy możliwej półki, quadro, przepraszam, miał setki winyli i kaset, do tego stopnia mnie to zachwyciło, że ja w wieku lat ośmiu żywiłem się Maciejem Zembatym i Edytą Geppert, potem tak byłem muzyką opętany, zakładając Muzostajnię, studio nagrań, sam tworzyłem swoje piosenki i nagrywałem covery, uzależniłem się od muzyki i sprzętu hi-end i w audiofilię nervosę popadłem, cycuszkowa wróżko, taka właśnie była moja historia, ale myliłem się, dotarło do mnie, że uzależnienie, podnieta, ukochanie, umiłowanie muzyki jest po prostu uniwersalne, ludzkie, jak to w naszej rozmowie okazało się wyżej. Muzyka, cycuszkowo wróżko jest, dokładnie tak jak miłość, uniwersalną, ludzką, obroną przed lękiem przed śmiercią, przed trwogą i drżeniem egzystencjalnym, od wieków, od zawsze. I dopiero teraz Amen.











Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.