Historia pewnej piosenki, która była zaczynem.
2008 feat, a tak właściwie Rozliczenie właśnie. 2008 to rok powstania.
Zawdzięczam tej piosence całą wokalną, kompozytorską też, nieśmiałą, nieudaną może nawet, ale jednak prawdziwą i piękną moją przygodę z autorskimi piosenkami.
W czym rzecz, pokrótce zarysuję. W 2008 miałem już – nie pamiętam który rok – pierwszy, drugi, prymitywne studio nagrań, mikser behringer, 4 kanałowy, mikrofon tej marki C-1 do nagrywania wokali, nieopatrznie kupiony na fali entuzjazmu, markowy i drogi, kierunkowy, wokalny shure, laptop, darmowy, prymitywny, program do recordingu i masteringu Audacity i szaleńczą myśl, by nagrywać piosenki – ale nie sobie – by nagrywać innych, łowić talenty, siać ferment twórczy za pomocą medium muzyki. Takoż zainwestowałem swoje prywatne pieniądze w tenże sprzęt, miałem też prywatny wzmacniacz i kolumny do odsłuchu, kilka par budżetowych, ale przyzwoitych słuchawek (hd681), by pro publico bono, raz w tygodniu – 2-3 godziny uprawiać święto muzyki i w ten sposób uszczęśliwiać innych, to medium wielbiących. Wielu zdolnych było, klejnoty prawdziwe, gdzie mi tam do nich, nie próbowałem nagrywać siebie, nie mialem nawet takiej myśli.
Pewnego razu na sesję nagraniową przyszedł raper, oraz beatmaker dla naszego studia, który bity robił dobre i profesjonalne w programie do którego i ja się przymierzałem, ale poległem. Wówczas darmowe i dobre, unikalne beaty były na wagę złota, bo wszyscy, którzy ich tak łaknęli, byli goli i weseli, poza tym miałem założenie, że skoro moje studio jest za darmo, to i beaty muszą być darmo. Także beatmaker, robiący dobre, darmowe beaty dla mojego studio, był na sesji i raper dobry, który dobre teksty pisał i rapował dobrze, był. No i tekst refrenu tak był dobry, do kompletu, że mnie dajmonion poniósł, Ikar jednak może, wysoko do słońca i nie spadłem, bo odważyłem się wystąpić na featuringu, poprosiłem sam o to, i byłem z siebie zadowolony. A dobry raper i dobry beatmaker patrzyli na mnie dziwnie i długo. Beatmaker mi powiedział, że mam świetny flow, naprawdę świetny. Beatmaker flow miał zaje2bisty, podziwiałem go, był najlepszy, choć wolał bity robić, piosenek tylko kilka. W efekcie mojego nieświadomego pierwszego raperskiego popisu beatmaker powiedział – weź sobie moich beatów ile Ci potrzeba, jakbyś chciał coś nagrywać, nie podpisuj ich nawet moim nazwiskiem, niech będą Twoje. I w ten sposób nie zostałem raperem, bo co prawda wziąłem bity, niektóre przerobiłem/pobrudziłem, ale nie użyłem ich do rapu sensu stricte, tylko do moich wierszy (pierwsze wiersze, które zostały piosenkami). Popełniłem jednak grzech straszny, bo nagrywałem je też w 2008, ale latem i nie mialem dostępu do mojego studia wówczas, tylko został mi goły laptop z programem Audacity i mikrofon naprędce kupiony za 10 złotych. Niestety różnicę słychać i jest to bolesna różnica. Ale, mimo jakości nie radiowej, uważam, że pierwsze wiersze, które zostały piosenkami mają wartość, jaką, to już nie moja rola pisać. Kolejne piosenki nagrywałem już w swoim ekstremalnie budżetowym studio, lub na ipadzie czy na telefonie. Jakość jest po kolei, malejąca. Ale znów – uważam, że wszystkie mają wartość. Mało skromne zdania.
Myślę, że kiedy będę w przyszłości zamieszczał jakąś piosenkę, to napiszę jeszcze jakąś historyjkę dotyczącą jej powstania, czy może jeszcze parę słów z historii studio. Nie mam studio już od lat. Oddałem zespołowi młodzieżowemu, na chwałę Pana, śpiewającemu w kościele.
Ostatnie zdanie o Rozliczeniu – 2008 feat – mój pierwszy featurning – pierwsze podejście do rapu, pierwsza próba, nagrana live, z dogrywkami, bez poprawek, na tej ścieżce jest tylko zwielokrotniony refren, czyli mój feat, nie ma całej piosenki rapera – jest pierwszy kawałek Manuhistorii w odsłonie do posłuchania.
Będzie ich więcej. Pierwsza, tak naprawdę była tu:












Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.