Otóż, jako się rzekło, bardzo wprost, w poprzednim egzystencjalistycznym wpisie z cyklu, ” (…) że naturalnym, choć czasowym, sposobem obrony przed śmiercią, przed popędem śmierci jest Miłość (…)”, toteż tutaj nie mogę nie oddać honorów w tym kontekście – egzystencjalistycznym – Jej – którą honorowałem też w książce, choć drugoplanowa, wciąż była na pierwszym planie w moim sercu, gdzie inaczej tylko miała w książce na imię, a ten wiersz, tytuł którego jest tytułem wpisu, posłuży nam dziś do zrobienia drobnej jego egzegezy, nie cytując słów, zagłębiając się tylko w jego sens, wiersz jest do posłuchania tutaj, nagrany lat temu osiemnaście, napisany jeszcze przed 2003, przed książką,
Kluczowe rzeczy, rzekłbym, słowo a-teistycznie (brnie przez świat), zostało użyte nie tylko dwuznacznie – ateistycznie i teistycznie – to są te dwa znaczenia – które się wzajem znoszą, kiedy wymówione – wyśpiewane, bo nie wiadomo, o które już chodzi, i bardzo słusznie, bo oba są przecież, z punktu widzenia epistemologii, dostępu naszego do Prawdy, wierzeniami jedynie, nie Prawdy poznaniem, piękne to z drugiej strony, że teizm jest wierzeniem, nie prawdą, a ateizm także jest wierzeniem, na gruncie epistemologii, która o dostępie do Prawdy traktuje, takoż, zapis a-teistycznie, w wymówieniu zlewa ze sobą teizm i ateizm , zlewa, jako się rzekło, bardzo słusznie, bo oba są jeno wiarą, z kolei agnostycyzm się w sposób przewrotny z tego, zlanego fonetycznie tylko zapisu a-teistycznie, paradoksalnie, wyłania, bo przecież a-teizm jest wyraźnie, kreską oddzielony, a agnostycyzm, wróćmy, jakże słuszne stanowisko, które mówi, nie wiem, czy On istnieje, czy nie istnieje i tylko taka jest, (nie)poznawalna wciąż, Prawda, jak ma się wiara i miłość, teizm i ateizm, agnostycyzm do egzystencjalizmu – przyjęcie każdej z opcji jest sposobem obrony przed śmiercią, a czasem kilka jest opcji, jak np. miłość z agnostycyzmem, jak w piosence, toteż agnostycyzm w moim rozumieniu, egzystencjalny, który niczego nie wyklucza, jest pięknym punktem wyjścia do epifanii, czy do zwykłego, codziennego mistycyzmu – tak jak w piosence – który już jest przekroczeniem egzystencjalizmu, jego transgresją, transcendencją może nieśmiałą, jest wejściem w jego otchłań, która nie skutkuje upadkiem w śmierć, tylko codziennym życiem, w obliczu śmierci, które to oblicze jest, jak oblicze Innego, czasem nawet bywa uśmiechnięte, i mruga oczkiem, jak ukochana do ukochanego.

Wklejam ten traktat, skrajnie intymny i rozpaczliwy, egzystencjalistyczny do szpiku kości, z przebłyskami mistycyzmu, Jej poświęcony, tej z piosenki i książki, gdzie przecież, tak naprawdę, grała pierwsze skrzypce, w orkiestrze mojego, życia, podmiotu.












Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.