między wierszami, jest To, co Jest

By

Ocalenie

(fragmenty)

In memory of demoniacal Monique…

w końcu dajmonion mnie odwiedził

i kazał się z poezją biedzić

obejmij mnie ma damo z (b)łota

choć dotykałaś dłonią nieba

wpędzić mnie w piekło było Ci potrzeba

ze złem tańczyłem kręgi wieczne

anioły łez płakały  deszczem

już ugaszona dusza moja

twych oczu gromem porażona

piorunem palić byłaś skora

popioły mej płonącej duszy

w deszczu anielskich łez okruszyn

kiedy odeszłaś wnet zakwitły

i kiedy zmartwychwstanie było

samotne  fatum przekroczyło

obejmij mnie ma damo z (b)łota

dotykaj mnie miłosna dłonią

i otwórz dla nas bramy nieba

a kiedy słońce nam zakwitnie

obejmę Cię i ciemność zniknie

koło mojego domu…

koło mojego domu

grasuje groźne mu

i czyha za węgłem

cichaczem jak skrzat

słuchaj mu

idź do domu

będziemy padać…

będziemy padać

jak krople deszczu

jak trawa

pod stopami

łagodnie i cicho

wszyscy

do ostatniej kropli

pisane krwią moich trzewi…

pisane krwią

moich trzewi

tam gdzie rosną imiona

i nie umierają

jakby mogły

żyć wiecznie

bez skazy

i na pokuszenie

tego, który

amen

i piękne było to jak drzazgi…

i piękne było to jak drzazgi

i ścierwo kwitło nieustannie

nie obchodziły mnie drobiazgi

bez tchu łapałem oddech w wannie

na śmierć zabity w pięknej pannie

i choć dwulica była ona

jej dusza błotem obrzucona

tak oddech każdy jej zapachem

i utulony byle łachem

jej tajemnicy woń zdradzona

śmiertelne ścierwo kwitnie we mnie

ulico pełna głuchych kości

ty w pyle grzebiesz swoich gości

i depczą głowy Twoje sennie

kobiety piękne nieodmienne 

telefon

telefon symbol

mojego upadku 

wszystkie grzechy 

w jednej skrzynce 

jak konfesjonał

Sonet opuszczony

świętości świata widzieć wszelkie

w nadziei świat(ł)a nieczystego

lecz spójrz przed w siebie

ni tego nie ma ni tamtego

tak tedy idąc drogą żywą

bacząc pod stopy swoje pilnie

żyj jakbyś umrzeć nie miał nigdy

umierał z każdą chwilą i nie

świętości świata widzieć wszelkie

w nadziei świat(ł)a nieczystego

lecz spójrz przed w siebie

ni tego nie ma ni tamtego

kroplówka idei…

kroplówka idei

zastrzyk formy

plasterek dyskrecji

i może coś z tego

wykroimy nie

wyrażam zgody na

taką operację

kiedyś wydawało mi się

kiedyś

wydawało mi się

że jestem pogodzony

ze śmiercią teraz

już wiem

że nienawidzę

suki

nikt

nikt nie chce spojrzeć

prawdzie w oczy

wszystko co jest

tego naprawdę nie ma

to tylko chwilowa bohema

leży odłogiem życie me kochane…

leży odłogiem

życie me kochane

zaniedbane

nie pielęgnowane

splunę zagwiżdże

zakasam rękawy

i wezmę się

do naprawy

    Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.

    395 słów
    2–3 minut
    • Mistrz
      Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
    • na krawędzi snu/słów/znów
      Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
    • w prezencie dajesz mi siebie
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • Drzewo-ryt – wpis egzystencjalistyczny nr 16
      Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
    • spotka-nie
      Wiersze które dopiero powstają, 2026
    • W żółtych płomieniach liści – wpis egzystencjalistyczny nr 14/15
      Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
    • e-migracja czyli FEJSBOOK I INSTAGRAM
      Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
    • radość
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • który jesteś we mnie, którego nie ma
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • No nie, tESSEtament trzeci leci
      otóż, dowód na istnienie Boga, który urodził mnie się na kartach Mistrza i Małgorzaty, dosłownie, tam go zapisałem, ołówkiem, kończąc książkę, formułę matematyczną, takoż i wiersz, który ją objaśnia, dowodem tym zamknąłem Selva Obscura, bo on zamykał wszystko, jednocześnie wszystko otwierając, jeździłem z nim do Dominikanów do Poznania, ale czasu nie mieli, to pojechałem do Krakowa, ale tam dopiero były mecyje, nie odważę się opowiadać, ostatecznie, leżał u mnie w niewydanej książce, w komputerze i na papierze, parę lat, ale gdzieś w okolicach dwa tysiące osiem, latem, kiedym potworzył pierwsze wiersze, które stały się piosenkami, postanowiłem i zeń uczynić piosenkę, alem pomyślał, że skoro dominikanie go nie chcieli, nawet nie udało mi się go im pokazać, taka prawda smutna była, to ja go teraz całemu światu pokażę, dosłownie, zrobię teledyski, po polsku i po angielsku, i niech się dzieje wola nieba,
    wrzesień 2026
    P W Ś C P S N
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930  

    ← Wstecz

    Twoja wiadomość została wysłana

    Odkryj więcej z Manuel Vetró

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej