
udzieliłaś mi rozgrzeszenia…
udzieliłaś mi rozgrzeszenia z całego mojego życia wzięłaś wszystko co ci dałem absolutna absolucja jak nie miała skutkować zanurzeniem w absolucie odpuściłaś mi wszystko i puściło
mnie uzależnienie od rozkoszy ust i całego ciała teraz nie mam już nic nie dotyka mnie już nawet ona a ty jak zawsze pieścisz tylko platonicznie
do tego wyłącznie nie-wysłowionymi nie-dopowiedzeniami hymn do miłości tańczy sobie nami na drugie mam Paweł nie dziwimy się wcale że ciągle sam w nas się śpiewa święty jesteś wtórują mu drzewa

chwytam się ciebie jak powietrza…
chwytam się ciebie
jak powietrza
przestrzeń obejmuję
niechaj będzie ciepła
szponami palców
ryszę lustro ciszy
krzyk jak róża
strąca płatki krwi

Chcemy kochać i być kochani…
od urodzenia wytrwale
z poharatanym sercem połamanym pobitym zdeptanym
bez ustanku bez wytchnienia
bez nadziei z ufnością pełną słońca
naiwnie wierząc że jeszcze się odmieni
to wszystko nic więcej
jak mówi jeden mały chłopiec
kiedy nie ma już nic więcej do powiedzenia

uchyliłem rąbek twojej sukni…
uchyliłem rąbek twojej sukni
powiedziałaś wystarczy
ależ oczywiście
wystarczy, że ją zdejmiesz

Niedojrzały gówniarz jestem…
Niedojrzały gówniarz jestem
Każdym mi to mówisz gestem
I niech tak zostanie
Posłuchaj kochanie
Nie włożysz mnie w garnitur
Nie zwiążesz krawatem
Nie posadzisz w niedzielę
W pierwszej ławce w kościele
Nie nauczysz zmysłu praktycznego
Uczucia do drogich rzeczy i modnych idei
Nie odbierzesz mi zachwytu
Mokrych dziecięcych oczu
Nie zatkasz ust bym nie mówił
Jak głęboko w swych trzewiach czuję boga
Nie zdejmiesz przerażenia z mojej twarzy
Gdy słyszę echo po przepadłym sobie
Nie wyrwiesz mi serca nigdy nie wyrwiesz
Serca co rwie się tylko wyrwa po twoim
Nie odbierzesz ostatniego źdźbła godności
Gdy pluję światu w twarz i tobie
Niedojrzały gówniarz jestem
Każdym mi to mówisz gestem
I niech tak zostanie
Posłuchaj kochanie
Nie oszukasz mnie więcej
I ja ciebie więcej nie oszukam
Już bardziej kłamać
Nie można

płakać będziemy jak niebieskie ptaki...
płakać będziemy, jak niebieskie ptaki
dziś dzień nam się trafił nie byle jaki
z samego nieba zstąpił na nas Pan
wszystkiego najlepszego daję wam
co Pan dać może jak nie tylko siebie
o mój Boże, jesteśmy już w niebie

utonąłem w twoich oczach…
utonąłem w twoich oczach
w ich przepastnej głębinie
nic nie mówisz do mnie dzisiaj
tylko patrzysz coraz milej
w twoich oczach mieszka miłość
zawsze ją tam znajduję
brama słów zamknięta
ale wszystko czuję

gołe pnie drzew…
gołe pnie drzew
jak nagie kobiety
słońce pieści je po skórze
ich piersi pęcznieją z rozkoszy
zaciskają pięści w niemym spazmie








Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.