

nie chcę kochanie
rozumiesz
nie chcę
żeby tylko śmierć
była spotkaniem
skończonego człowieka
z nieskończonym
nie chcę kochanie
rozumiesz
chcę się teraz spotkać
ja skończony byt
chcę się przejrzeć
w oczach absolutu
kiedy skończoność
patrzy w oczy
nieskończoności
czy widzi
siebie

znalazłem perłę, taką z przypowieści
w komorze serca się nawet nie mieści
lecz muszę ją schować bardzo głęboko
by nie dostrzegło jej żadne złe oko

będę medytował o skraju poranka
ujrzę siebie w tafli rosy
stanę się kroplą
potem zapalę papierosa

bóg nie był dla mnie
srogim ojcem raczej
dobrotliwym tatusiem był
jeżeli idzie o zasady
moralne i okrucieństwo
w ich przestrzeganiu
jeżeli idzie o jego
mniej abstrakcyjną formę
nie było go wcale
teraz leży obok mnie
cicho oddycha a jego
pełne usta nie czują
moich łez chyba tylko piersi
kochanie bóg jest nawet w twoich włosach

kiedy się spotkamy
na drugim krańcu tęczy
patrzę w niebo
nie ma tam ciebie
gdzie jesteś
potargaj mi włosy
ciepłym oddechem
szepnij cokolwiek
chcę patrzeć jak
drga powietrze
twoje wargi
otul moje ciało
cichym dreszczem
dotknij żołądka
proszę cię
boże








Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.