między wierszami, jest To, co Jest

By

Poetica metaphisica rozdział 1

I twoje włosy. Nie cyganię. Twoje włosy rozgarniam rękami. Rozpostarte palce na twojej skórze wpijają się w mięso twojego ciała, kimkolwiek jesteś. Delikatne ciepło tłuszczowych złogów aksamitnych pod twoją skórą. Nie mówię prawdy nigdy, jak każdy. Każdy, kto mówi, że prawdę mówi, głupi. Gorzej jak ja. Amen niech będzie na wieki wieków. Przejrzysty i strzelisty jak jasnostrzelne w górę ostrze pacierza, prosto w pacierzowy stos. Nie cyganię. Poetica metaphisica, bo jakże inna? Jeśli poetica, to jakże nie metaphisica? Jeśli metaphisica, to poetica z konieczności. A jeśli przy obu zniewalający dreszcz przechodzi po twojej skórze, jak rzadko tylko dzięki moim palcom? A jeśli bez nich, jak bez porannej kawy? A jeśli bez nich tylko głuche kroki na pełnej ludzi ulicy i znikąd ratunku? A jeśli nim dzięki pełne kroki na ulicy głuchej ludzi i znikąd ratunku, jak okiem sięgnąć, bo i po co? A jeśli dzięki nim to samo, co bez nich? Itepe, co raczej gazetowe, ale poeta ze mnie tak wielki, jak i filozof, dlatego czytać to się jeszcze da, co raczej gazetowe, i zawsze dobre do podtarcia tyłka, czego nie należy nie doceniać, tę czy inną literaturę nosząc przy sobie zawsze, nie wiedząc nigdy, co przyniesie los, który nosi, choć kto inny strzela, poza tym, zawsze to miło, po dobrej lekturze, z wielkiego szacunku dla autora, pożytek uczynić z niej praktyczny, przecząc tezie, że słowa i zdania do niczego nie służą – otóż przeciwnie, nie tylko ku pokrzepieniu serc ale i ku czystości dupy. I twoje włosy jak się mają do czystości dupy? Odwrotnie proporcjonalnie, oczywiście. Dupa twoja tym czystsza, im więcej z niej wyrwanych depilatorem czy maszynką włosów. Jak się ma twój tyłek, który ci oczyszczam, w okolicach waginy, maszynką z nadmiernego owłosienia, żeby nie przeszkadzało w igraszkach, i pozwalało tym lepiej podglądać, mówiąc jednocześnie o tym, co równie mocno, jak twój pubertus, a może nawet mocniej, zaprząta moją skołtunioną łepetynę, mówiąc do ciebie, podczas depilacji okolic twojego odbytu i waginy, do czystości lśniącej, o szczęśliwy wreszcie mój języku, o wargi moje pełne nabrzmiałych słodyczą warg twoich, mówiąc podczas tych treściwych aktów o mojej poetica metaphisica, jak brzmiało to pytanie, które chciałem zadać, jak się ma twój tyłek do istoty bytu? Co ja ci chciałem powiedzieć o tej poetica metaphisica? Nie wiem, nieważne, światło odbite od nagiej dziewczęcości twego nabalsamowanego pożądaniem, dojrzałego wzgórka, przyćmiewa moje najbardziej olśniewające i błyskotliwe myśli. Niech przeklęta będzie twoja wyuzdana dupa, co zmienia mi w pornografię największą filozoficzną poezję, który to termin ja w przebiegłości swojej ukułem, moim mózgiem penisem, jak czarną twoją dziurę wprzódy, blask i czerwień której teraz przeszkadza mi myśleć, bo pisać nic mi przeszkodzić nie może, w kontradystynkcji.

    6 odpowiedzi na “Poetica metaphisica rozdział 1”

    1. Witam Państwa bardzo serdecznie i cóż powiedzieć mogę o miejscu niniejszym, jest ono przeznaczone dla osób dorosłych, od tego trzeba zacząć, zawiera treści niestrawne i szkodliwe, osobom niedorosłym, a dorosłym też mogą zaszkodzić, także, zasadniczo, odradzam wchodzenie tutaj, a jeśli już ktoś wejdzie, plusy dodatnie i ujemne, jak to się, prawda, powiada, mogą się nie zrównoważyć i Państwo Szanowni mogą wyjść stąd, z tzw. jak to się w kręgach biznesowych rzecze, saldem ujemnym, o co proszę mnie nie obwiniać, gdyż w niniejszym, miłym wstępie do jakże pięknej katastrofy, uprzejmie Państwa Szanownych ostrzegałem i tkliwie. Dziękuję i pozdrawiam, (S)twórca.

    2. No ja tam nie wiem, ale chyba (jeszcze) bardziej by mi się podobało, gdyby to „erotyczne” powitanie (jako Jedna odpowiedź) nie było tutaj gdzie jest, ale tam niżej, albo przed obrazkiem po tytule „POETICA METAPHISICA”, albo po obrazku przed I rozdziałem. Tutaj niech zostanie to archiwum „po datach” (bo znając datę można szybko przejść do notki) i te tagi (bo po nich też można próbować dojść do intersujących tematów), tyle, że koniecznie trzeba je uzupełnić o panią Polę, bo też ślad jakiś zostawiła i zapewne następne zostawiać będzie, no i łatwiej będzie, przynajmniej mnie na „płaczący blog” trafić. 😉

    3. Pani się nie martwi, Pani Mario, na tytułowej stronie, jak się okazuje, pojawiają się komentarze do najnowszego wpisu. Jutro zatem tego już tu nie będzie, chyba. Jutro będzie PhiloSophia, ale ja tego nie wiem, czy ją kto komentować zechce. A co do uwag technicznych, rozważę, ale jako się rzekło, wyżej, jutro.

      1. Albo i dziś , co mi szkodzi.

      2. Tak bardzo się nie martwię, bo ani mój cyrk ani moje małpy, tyle, że skoro jutro już przed rozdziałem PhiloSophia nie będzie tego ostrzeżenia ani może żadnego, to po co ono w ogóle się pojawiło, skoro jego żywot taki krótki z założenia jest. Ono może być i nie tylko jako pierwszy komentarz, jak tu się okazało przed rozdziałem „Poetica Metaphisica”, ale takie ogólne ostrzeżenie przed wszystkimi rozdziałami dla wchodzącego na ten blog z zewnątrz.

        1. Taki był plan, ale nie wypalił, dziś już wstawiłem philosophie, dla próby. Spróbuję się jeszcze pobawić, jeśli mnie kto z domu nie wyrzuci, za dbałość o moje małpy niemniej serdecznie Pani dziękuję, bardzo się przydaje.

    Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.

    438 słów
    2–3 minut
    • Mistrz
      Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
    • na krawędzi snu/słów/znów
      Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
    • w prezencie dajesz mi siebie
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • Drzewo-ryt – wpis egzystencjalistyczny nr 16
      Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
    • spotka-nie
      Wiersze które dopiero powstają, 2026
    • W żółtych płomieniach liści – wpis egzystencjalistyczny nr 14/15
      Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
    • e-migracja czyli FEJSBOOK I INSTAGRAM
      Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
    • radość
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • który jesteś we mnie, którego nie ma
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • No nie, tESSEtament trzeci leci
      otóż, dowód na istnienie Boga, który urodził mnie się na kartach Mistrza i Małgorzaty, dosłownie, tam go zapisałem, ołówkiem, kończąc książkę, formułę matematyczną, takoż i wiersz, który ją objaśnia, dowodem tym zamknąłem Selva Obscura, bo on zamykał wszystko, jednocześnie wszystko otwierając, jeździłem z nim do Dominikanów do Poznania, ale czasu nie mieli, to pojechałem do Krakowa, ale tam dopiero były mecyje, nie odważę się opowiadać, ostatecznie, leżał u mnie w niewydanej książce, w komputerze i na papierze, parę lat, ale gdzieś w okolicach dwa tysiące osiem, latem, kiedym potworzył pierwsze wiersze, które stały się piosenkami, postanowiłem i zeń uczynić piosenkę, alem pomyślał, że skoro dominikanie go nie chcieli, nawet nie udało mi się go im pokazać, taka prawda smutna była, to ja go teraz całemu światu pokażę, dosłownie, zrobię teledyski, po polsku i po angielsku, i niech się dzieje wola nieba,
    sierpień 2026
    P W Ś C P S N
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  

    ← Wstecz

    Twoja wiadomość została wysłana

    Odkryj więcej z Manuel Vetró

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej