między wierszami, jest To, co Jest

By

Elli, Elli lama sabahtani

Za prawdę powiadamy ci kara. Otrzymując karę potwierdzam prawdę. Otrzymanie kary potwierdza moją winę, którą jest prawda. Mea culpa, mea maxima culpa. Jam to, nie chwaląc się uczynił. Ukarzcie mnie w imię sprawiedliwości, bom zasłużył. I prawdą będzie mój upadek. Pragnę kary, by doświadczyć prawdy, którą zawiniłem. Zanim mnie dosięgnie kara z ręki losu, zatańczę zagwiżdżę zawinę ogonem, mlasnę i obrócę się trzy razy na pięcie, by wyrazić to piękno, którego doświadczam, i radość, co lubo obłapia me członki. Piękne piekło. Piękne. Jestem diabłem, smutnym diabłem, diablim czarcim Don Kichotem, który porwał Bogu jego Dulcyneę, z której ostała się tylko chusteczka i ogłosił wszem i wobec, że jest ona Panią jego serca, a kto twierdzi inaczej temu w ryj. I kopnął mnie w dupę Bóg, powiedział ty mały głupi kutasie, spierdalaj myć samochód. Za prawdę, powiadam ci kara, rzekł Bóg. A ja smutny diabeł wyjebany z raju, włóczę się i co rusz przypierdalam moją kopią, na której wisi jej chusteczka gdzie bądź, by wydać zgrzyt z martwej materii, zgrzyt nie, nie, nie jest twoją Panią prześliczna Dulcynea co cię mami, więc kopią w ryj potwornemu stworowi, czyhającemu na jej niewinności, którego silne wiatracze drewniane ramię grzechocze mi kości. Lecz wnet podnoszę się bo oto, kolejny ktoś wyzywa mnie głupotą, niepomny, że bronię najwyższego piękna, piękna spojrzenia Dulcynei, którym ta z uśmiechem obdarzyła mnie pewnego słonecznego ranka, z drgającymi iskierkami w oczach, drgającymi najgorętszą i najniewinniejszą i najwierniejszą miłością, miłością do mnie, które widzę co dzień teraz, moja Dulcyneo, w słonecznej pieśni i nawet czasem w złowróżbnym gwiździe oszczerczych drewnianych potworów; iskry twoich brązowych oczu oświetlają mą drogę przez ślepy świat, po co wam oczy , potwory , kiedy nie potraficie zobaczyć najwyższego piękna niewinnej świetlistej Dulcynei, wy potwory , kiedy wam mówię, że ona jest Panią mego serca, najpiękniejszą pod słońcem i tobie słońce, piękniejszą nad wyraz i nie mrugaj mi tu swoimi ślepiami, bo cię oślepię zaraz moją kopią , ciebie i każdego, kto nie uzna piękna twego, Dulcyneo, którym płonie cały świat. Zaprawdę powiadam wam, patrzycie a nie widzicie, słuchacie a nie słyszycie, a przecież mówię wam, Panią mego serca, najpiękniejszą na świecie Dulcynea jest na wieki wieków amen. Przeklęty będziesz bluźnierco smutny, z rozwichrzoną głową, ścigający promyki słońca i błysk piękna w każdej twarzy i każdym źdźble, rzekł Bóg, wyrzucając mnie z pracy. Mógłbyś się chociaż powiesić, przegrany idioto, powiesić się, by ukryć twoją hańbę, popatrz kto idzie pod rękę z twoją Dulcyneą, to Bóg, który kopnął cię w dupę z taką siłą, że wylatując z raju wyjebałeś w drzwiach taką dziurę, że nie sposób jej załatać, i odtąd święty Piotr, stary rozpustnik musi stać tam na straży. Widzisz, twoja piękna Dulcynea, która patrzyła na ciebie z gorejącą w oczach miłością, dla której imienia poświęciłeś całe życie to zwykła kurwa, oddaje się temu, kto da jej najwięcej, a twoje afekty mogłaby by mieć chociaż w dupie, w pogardzie, a ona, słodka idiotka, nawet nie wie, że ty głosisz światu jej piękno, ona, Don Kichocie, odkąd prowadza się z Bogiem, w ogóle ciebie nie widzi, nie pamięta, a ty biedny idioto, oszalej lub powieś się na gałęzi lub walcz dalej i głoś imię swojej idealnej Dulcynei wszem i wobec: trawom, miskom, ptakom, rzekom, i nie wyzywaj tylko tego, z którym ona, niedościgła kurwiąca się piękność prowadza się na niebiańskich wyżynach i w niebieskich trawach krzyczy, ale tylko jego imię. Nie wyzywaj go bo zabije cię błyskawicą jednego spojrzenia, nie wyzywaj, włóż tylko swoją przyjaciółkę miskę z dziurkami, z których nie kapie obiadowa woda, a wystają tylko nitki słomy, ostatnie wspomnienia boskich, złotych iskierek w oczach niewinnej, i krzycz najgłośniej jak możesz wciąż, że Dulcynea najpiękniejsza damą twego serca, głupku, żeby on to ciągle słyszał, i wyzywaj na pojedynek wiatraki, żeby cię ukarały zamiast niego, bo ukarany niemo krzyczysz bliznami, które krwawią jej imię, bo karze się tylko winnego, a ty zawiniłeś, winą słodką, słodszą niż najsłodsze wino, gorejącą winą uwielbienia najpiękniejszej, i każdy kto cię każe, daje ci, zamiast bólu słodkie łzy miłości, każdy raz bowiem przypomina tobie, za co tak cierpisz, za uwielbienie najwyższego piękna, za uwielbienie, za które można najwyżej zdobyć karę, słodką, na myśl przywodzącą ją, za którą warto umrzeć, jak na stosie ofiarnym, z ekstazą tamtego spojrzenia, którą wciąż płonie w oczach, chociaż ty płoniesz wiecznym ogniem, o którym tylko głupi myślą, że to ogień cierpień, ten piekielny, wieczny ogień, którym płoniesz rozpala w tobie kara, piękny piekielny słodki ogień pragnienia jej miłosnego spojrzenia, palącego wstydu wobec jej gorejącego słonecznego żaru, który cię spala na wieki wieków, Amen. Apage Satanes, rzekł Bóg, widząc twoje męki, wszechwiedzący nie pomyślał, jak słodkie, jak miłosne, jak płonące kochaniem tak silnym, co rozpala pod razami ogień, co krew czyni słodką a wzrok wpatrzony ciągle w nią jedną, czego Bóg, w swej wszechmocy nie może pojąć, takiego niedoścignionego piękna, kuszącego gwałtownym spaleniem, które trwa całą wieczność, bo on doścignąć może wszystko i dlatego niczego nie pragnie a ty doścignąć jej nie możesz, raz tylko jedno spojrzenie, i pragniesz, pragnę powiadasz, i dostajesz gąbkę namoczoną octem i dostajesz jeszcze włócznią w bok i umierając krzyczysz, ojcze, ojcze, czemuś mi to uczynił?

    2 odpowiedzi na “Elli, Elli lama sabahtani”

    1. „bo on doścignąć może wszystko i dlatego niczego nie pragnie ” – zgadzam się z pierwszą częścią, z drugą niekoniecznie, bo chyba po to stworzył życie z pełnią emocji, które życie tworzy, dobrych i złych, z tęsknotami i miłościami ale też złością i nienawiścią. Które jak życie przemijają, a wobec wieczności (bezczasu?) są tylko błyskiem zaledwie. Więc może po to każdemu żyjącemu dał cząstkę siebie (może jako tę duszę), żeby tych emocji razem z nim doświadczać, kto wie jak to naprawdę jest?
      Post pełen emocji, poruszający, chyba dam lajka. 😉

      1. Kto wie, Pani Mario, kto wie? Znowu bardzo słusznie. Jak to mówią, warto było czekać. Uśmiech.

    Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.

    847 słów
    4–5 minut
    • The Art of Meditation – Sigur Rós, Alan Watts and Paul Corley
    • Otóż, przecież, ależ-wpis egzystencjalistyczny nr 17
      Otóż, przecież, ależ, zabiera się Pan za temat monumentalny, powiedziała cycuszkowa wróżka. Wielcy o tym pisali, wielcy o tym trąbili, nie poradzi Pan. Mówię Panu, radzę dobrze, odpuść Pan. Pan chcesz pisać o muzyce, jako egzystencjalistycznym eskapizmie, jako o ratunku dla człowieka uciemiężonego trudami życia, i to w aspekcie historycznym, czy może nawet antropologicznym, jakoby już w jaskiniach przodkowie nasi walili w bębny i duli w kości, czy proste fujarki, aby w trans wpaść i otumanić się, zapomnieć o lwach i wszystkich innych niebezpieczeństwach,
    • Mistrz
      Kiedym odpalił tego Boba Dylana, od razu mi przyszła myśl, przecież on śpiewa gorzej ode mnie, i przypomniało mnie się, że nawet tą myśl kilkukrotnie eksplikowałem Żonie, przy okazji oglądania jakichś filmów o Bobie Dylanie, ale zawsze śmiała się ze mnie, czy też mnie nawet wyśmiewała, to jednak jest różnica, że jestem totalnie, prawda,
    • na krawędzi snu/słów/znów
      Śpię ja sobie spokojnie w moich – o nie – tu będzie suspens – nie w ath-50xBT2 – nie, zdecydowanie nie, to nie są już moje słuchawki domowe, już te czasy minęły, kiedy w nich spałem, one leżą teraz grzecznie w woreczku, bo ich w domu w ogóle nie używam, są to słuchawki outdoorowe, do odkurzania, prac jakichś innych, bo one są, nie pisałem Wam jeszcze, nie gniotsa, nie łamiotsa, zatem, śpię sobie smacznie w moich nowych stax spirit S5, to znaczy śpię, wiem, że śpię, bo słyszę, jak chrapnę czasem, no, ale ja tak śpię od lat w słuchawkach, że wszystko słyszę,
    • w prezencie dajesz mi siebie
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    • Drzewo-ryt – wpis egzystencjalistyczny nr 16
      Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
    • spotka-nie
      Wiersze które dopiero powstają, 2026
    • W żółtych płomieniach liści – wpis egzystencjalistyczny nr 14/15
      Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
    • e-migracja czyli FEJSBOOK I INSTAGRAM
      Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
    • radość
      Modlitwy po końcu świata, 2003
    sierpień 2026
    P W Ś C P S N
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  

    ← Wstecz

    Twoja wiadomość została wysłana

    Odkryj więcej z Manuel Vetró

    Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

    Czytaj dalej