
Pisałem przed maturą, wyszedł nawet tomik, staraniem instruktorki od kultury, bez ISBN, na studiach pisałem sporo, miałem antologię słońce w błocie i jeszcze jakąś, już nie pamiętam tytułu, było tego na pewno ponad dwieście wierszy, łącznie, te antologie wsadziłem do internetu i ktoś mi je ukradł, i publikował dalej, ale o dziwo, zostawił autora, to może i nie była to kradzież, tylko upowszechnienie, wiersze w jakichś pobieralniach były, ale jeśli sygnowane jako Manuel Vetró i ten sam plik PDF, który zrobiłem, to, w zasadzie, chyba trzeba było dziękować za taką kradzież, choć przecież mnie o zdanie nikt nie pytał, a mógł, bo na interii, gdzie była moja pierwsza strona, formularz kontaktowy był, także, kiedy w 2003 skończyłem Selvę, a zaraz po niej, modlitwy po końcu świata, coś we mnie umarło, koniec świata nastąpił naprawdę, pisać przestałem zupełnie, nie byłem już pisarzem i poetą, jak wcześniej, co z tego, że niepublikowanym, umarłem, wypaliłem się, zgasłem, zmartwychwstanie poetyckie nastąpiło tego lata, przyszło mi do głowy, ale fakty były inne, prawie trzy lata temu, zaczęły się wiersze znowu sypać, po tak długiej przerwie, sypały się jak z rękawa, napisałem tomik, korepetycje z miłości, ale nie byłem z niego zadowolony i w bieżącym roku pomieszałem go z tymi starymi wierszami, tworząc poplątaną antologię, fragmenty jej były nawet do pobrania na niniejszej stronie, jedno z wydawnictw chciało ją wydać, ale się nie zdecydowałem, ostatecznie, unicestwiając ją, bo zaczęły się pisać miniatury, boże, po kilkanaście nawet mi do głowy przychodziło dziennie, potem MYniatury powołały się do życia, z kolejnych, miłosnych najczęściej, i erotycznych miniatur, i starych wierszy, potem powstał Niepokój o Absolut, gdzie nowe wiersze są już w mniejszości, oraz Wiersze Ocalałe, z tego, co mi zostało, ale wybrałem najlepsze, także z poplątaną antologią musiałem się rozstać jako koncepcją wydawniczą i odmówiłem wydawnictwu, bo TO MY złożone z wymienionych przed chwilą tomów było w trakcie powstawania, ale nie było jeszcze gotowe, by tamtemu wydawnictwu pokazać, zresztą przepadłoby, za długie, TO MY ma w obecnym kształcie, w oryginale, dwieście jeden stron, TO MY, które jest na stronie , to wersja skrócona i ocenzurowana, dlaczego o tym piszę, otóż, czasem jeszcze wiersze mi się piszą, rzadziej niż kilka miesięcy temu, ale wciąż pączkują, ja je łapię i zapisuje, choć kawałek, bo często, nie rozwijam, co się pojawi, to będzie, nic więcej, czasem, nie trzeba, i te wiersze, które dopiero powstają , tutaj będę umieszczał, bo inne projekty są już skończone, zamknięte, choć, jak modlitwy po końcu świata, będą się tutaj jeszcze objawiać, czas jakiś, zatem, w tym miejscu, będą wszystkie nowe wiersze, o ile się urodzą, tego wiedzieć nie podobna, apropos niepodobieństw i narodzin, to wspomnieć muszę o mikropowieści, Ona To Wszystkie, która w wakacje ze mnie wyskoczyła, oraz o wpisach egzystencjalistycznych , które pojawiły się dopiero we wrześniu, czemu o tym wspominam, od niemal trzech lat z martwych we mnie wstało pisanie (wierszy), apogeum osiągnęło na przestrzeni maj-wrzesień tego roku, gdzie nawet stronę niniejszą założyłem, by nie tylko, w jednym miejscu połączyć dorobek, trzy kamienie na krzyż, jakiś tam, ale mój, kryzys wieku średniego, powiedziałaby moja żona, masz już ponad dziesięć lat, tylko formy się zmieniają, nie odmówiłbym jej racji, ale i zaprezentować z radością, a co, zawsze to jest radość, moje najnowsze dzieła, dziełka, potworki, rzekłaby Ona, i okazało się, że nie tylko wiersze, ale renesans, renesansik, znów mnie poprawia, mojej prozy, choć w formach mikro, czy też mini, tobie się zawsze wszystko z dupą kojarzy, powiedziała i zamknęła to przydługie wprowadzenie, i tylko nie pisz, że to gra wstępna, skończyła.









Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.