mikropowieść
Nie czytaj tego po kolei, powiedziała Kudłata, a potem sama ułożyła rozdziały tak, żebym nie miał wyjścia i przeczytał je właśnie po kolei. Twierdziła, że historie są jak koty, chodzą własnymi drogami i wracają dopiero wtedy, kiedy przestajesz ich szukać. Nie uwierzyłem. Uwierzysz, powiedziała, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Podobno każda opowieść zaczyna się od pierwszego zdania. Ta zaczęła się wcześniej, zanim została napisana, kiedy ktoś odszedł, ktoś wrócił, ktoś zamknął drzwi, a ktoś inny przez pomyłkę zostawił klucze w kieszeni. Reszta była już tylko przepisywaniem śladów.
Nie pytaj, co wydarzyło się naprawdę. Literatura nie pamięta wydarzeń. Pamięta tylko to, co po nich zostało. Czasem jest to jedno słowo, czasem zapach opatrunku, czasem brzoskwinka, czasem ktoś mówi: kocham Cię, chociaż nie jestem mormonką, i świat udaje, że to zwykłe zdanie, choć od tego zdania wszystko zaczyna się przesuwać o kilka centymetrów.
Jeżeli spotkasz tutaj tę samą kobietę kilka razy, nie poprawiaj autora. Ona też próbowała mnie poprawiać. Mówiła, że chce być jedna. Literatura śmiała się z niej po cichu.
A kiedy skończysz, nie zamykaj jeszcze książki. Historie nie lubią zamkniętych książek. Wychodzą wtedy z kartek, siadają obok człowieka i pytają, całkiem niewinnie:
— No i powiedz, która z nich była Nią?


Dodaj komentarz