Pani Beata w najwyższej formie. Bardzo dobre pytanie. Niemożliwie dużo tych wierszy wyciąłem z MYniatur, sam już nie wiem, dopiero 34, pani Beata w najwyższej formie, uff.
Czytając serię MYniatury mam w sobie ogrom emocji. Te niewycięte fragmenty mają ich w sobie tyle, że trudno jest to gdzieś zmieścić. Jest w nich miłość, która wciąż zajmuje zbyt wiele miejsca, i rozczarowanie, które zajęło dokładnie tyle samo. A pomiędzy nimi ból, ogromny, niemal nieproporcjonalny do pojemności człowieka. Czytanie boli niemal fizycznie.
Najpierw poszliśmy odwiedzić drzewo. To nie było najpiękniejsze. Potężny majestatyczny dąb. Dokoła pałacu, właściwie, nie całkiem dookoła, w ogrodzie, wielkim jak las, mnóstwo było buków, o gołych pniach. Kiedyś, latem, te buki opisałem wierszem, choć, prawda, najpiękniejsze są jesienią. Ale za wcześnie przyjechaliśmy. Wielobarwny, mieniący się złotem i czerwienią przepych nawet się nie zaczął. Myślałem, że Ona, na tym spacerze, jakoś do siebie dojdzie, bo start mieliśmy niczym piorun, ale odwrotny, niż sycylijski, taki dosłowny, potężny, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, chociaż to ja trzymałem w ręce piorunochron.
Mieliśmy zacząć epicko i egzystencjalistycznie, i to nie to, to nie jest ten film, który Państwu prezentuję, choć zacny bardzo, piękny, i jak najbardziej w temacie, to nie jest jeszcze to, tak dobitnie, egzystencjalistyczne to, uchwycone i w słowach, w poezji, melodii przecudnej urody, ale też w obrazie, ruchomym, egzystencjalistycznym,
Dobry wieczór, trochę dużymi literami piszę, bo to krzyk ponoć. W życiu bym na fejsa nie wrócił, przyznaję się, w życiu, ale jeśli Due wrócił, to, nie wierzyłem, przyznaję, ale, jak patrzyłem nawet nie na malejące cyferki odsłon moich utworków, tylko na me modlitwy, by Ci, co zostali, nie poszli sobie, żebym, nie pisał znów dla siebie tylko, a wiadomo, była to garstka, garsteczka, topniejąca, pomyślałem, a co mi szkodzi,
otóż, dowód na istnienie Boga, który urodził mnie się na kartach Mistrza i Małgorzaty, dosłownie, tam go zapisałem, ołówkiem, kończąc książkę, formułę matematyczną, takoż i wiersz, który ją objaśnia, dowodem tym zamknąłem Selva Obscura, bo on zamykał wszystko, jednocześnie wszystko otwierając, jeździłem z nim do Dominikanów do Poznania, ale czasu nie mieli, to pojechałem do Krakowa, ale tam dopiero były mecyje, nie odważę się opowiadać, ostatecznie, leżał u mnie w niewydanej książce, w komputerze i na papierze, parę lat, ale gdzieś w okolicach dwa tysiące osiem, latem, kiedym potworzył pierwsze wiersze, które stały się piosenkami, postanowiłem i zeń uczynić piosenkę, alem pomyślał, że skoro dominikanie go nie chcieli, nawet nie udało mi się go im pokazać, taka prawda smutna była, to ja go teraz całemu światu pokażę, dosłownie, zrobię teledyski, po polsku i po angielsku, i niech się dzieje wola nieba,
no i w tytule, spieszę dodać, niniejszego wpisu zamieściłem także Ona to Wszystkie, moją mikropowieść, dlaczego zapytacie, tak Manuelu, jak zwykle mieszacie, otóż, pomijając, jak zwykle, w tym partykularnym przypadku, uderzyło mnie, że piosenka Ona jest ze snu i moja mikropowieść, Ona to wszystkie, prócz najpiękniejszego na świecie rzeczownika Ona, mają dużo więcej wspólnego, cóż zatem, obie są przesycone realizmem magicznym, Amen
Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.