Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja, szła ulicą powtarzając do siebie w kółko. Szła zwracając na siebie uwagę, wymachiwała rękami, kręcąc palcami młynki niepokoju. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja, kochany. Jedyny mój, już nigdy, nigdy więcej już, obiecuję. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja przerywały ciche westchnienia, siąpania jakby. Nagle wyrwał się jej z piersi tłumiony szloch. Usiadła na pobliskiej ławeczce i łkała, a ramiona jej unosił rytmicznie w górę i w dół tłumiony płacz, który wybuchnął tak, iż powtarzane dotąd słowa jak zaklęcie uwięzły w gardle, przestały działać. Amulet słownego rytuału złamał się pod brzemieniem ciężkiego, zwierzęcego płaczu. Gdzie ty Gajuszem, tam ja będę Gają, słowa Rzymian, wypowiadane uroczyście podczas zaślubin, straciły swój czar, a zaraz potem swoją moc, moc, która daje nadzieję i ufność na swoją przyszłość u boku jedynego wybranka. A teraz, którego jest branka? Kochanka, kochanka, powtarzał jadowity głos w jej głowie, rytmicznie i wciąż, jak przed chwilą jeszcze zbawcze i ozdrowieńcze, pełne Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja. Innego Gajusza była teraz Gają, w pełni jak ziemia, Matka Ziemia, wpuściła go łagodnie, z ufnością, oddając mu się cała, weź mnie, miły, głęboko, głębiej, wejdź we mnie jak tylko możesz, ja dla ciebie, a on Gajusz, wszedł w nią, w ten gorący wulkan, który dotąd prawie że wymarły, czasami tylko sypał garściami suchego popiołu, kiedy budził się na chwilę ze swojej chronicznej, zimnej martwoty, teraz, ożywczym oddechem, delikatnymi palcami Gajusza, jego kocim mruczeniem, zdecydowaniem, nie znającym sprzeciwu, kiedy wdarł się w nią najpierw językiem, a potem zdarł z niej wilgotne już majtki, tak, że chcąc się bronić jeszcze nie mogła robić tego już inaczej niż tylko mocnymi i silnymi ruchami pełnych bioder i krzykiem, krzykiem zdolnym zabić i ponownie ożywić w locie ptaka, krzykiem, który dotarłszy do jego lędźwi wydarł z nich mięsistość drżenia, uczynił z jego męskości płonący pocisk prący naprzód, rozedrgany, przeszywający ją błogim spazmem, pełnym płaczu, płaczu, który zlewając się z korytarzem jej krzyku, uczynił w jego sercu wyrwę na przestrzał, tak, iż jedynym jego pragnieniem i dążnością było zatopić się w niej, zwinąć żagle i połamać maszt, by móc choć przeżyć targającą nimi wichurę pożądania, a sztorm, zlewający ich ciała słoną bryzą wył w niebogłosy, tak, że nie wiadomo było, kto krzyczy, czy wiatr, czy oni, powoli zapadając się w przytulne schronienie oceanu, który otulił wreszcie ciepłą wilgocią jego trzewi jej drzemiący wulkan, drzemiący tak długo, żeby teraz w tej właśnie chwili wybuchnąć strugami lawy, porwać go w swoje piekielnie gorące czeluście, wchłonąć i wypluć, wessać go do wnętrza Gaji, Gajusza, który zamienił ją w ogień. Kiedy przebudziła się ze słodkiej lawiny niemocy, rozpłakała się z wdzięczności i zaczęła scałowywać mu oczy szepcząc to, co onegdaj innemu w pierwszą ich noc poślubną, Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja, co powtórzywszy dwukrotnie, uderzyła go w twarz, raz i drugi, bo przecież broniła się przed nim, nie chciała go wpuścić, zdolna była do zapanowania nad swoim mokrym i ciepłym zwierzątkiem, a on , zrobił coś z nią takiego, iż broniła się i walczyła nie na przekór niemu, tylko wobec i wraz z nim, tak, że dopiero gdzie ty Gajuszem tam ja będę Gają, miesiąc temu powtarzane jej wybranemu otrzeźwiły ją przypominając właściwy kierunekuderzenia, lecz było już za późno, na tyle za późno, że jej uprzednio jałowy wulkan popiołów, dziś rozpalony do białości jego żarem, wulkan, który pierwszy raz eksplodował, żagwią jego ognia, której nie mogła zgasić inaczej niż chłodem lawy ze środka buchającego krateru, który teraz, użyźniony, zapłodniony, szykował się do nadchodzącej wiosny, by zazielenić się nowym życiem. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja, szła ulicą powtarzając do siebie w kółko. Szła zwracając na siebie uwagę, wymachiwała rękami, kręcąc palcami młynki niepokoju. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja, kochany. Jedyny mój, już nigdy, nigdy więcej już, obiecuję. Ubi tu Gaius, ibi ego Gaja przerywały ciche westchnienia, siąpania jakby. Nagle wyrwał się jej z piersi tłumiony szloch. Usiadła na pobliskiej ławeczce i łkała, a ramiona jej unosił rytmicznie w górę i w dół tłumiony płacz, który wybuchnął tak, iż powtarzane dotąd słowa jak zaklęcie uwięzły w gardle, przestały działać.
By
UBI TU GAIUS, IBI EGO GAIA

674 słowa
3–4 minut
- Ocalenie
Książka poetycka TO MY. Wiersze Ocalałe. Część szósta, Ocalenie - Niepokój o
Książka poetycka TO MY. Wiersze Ocalałe. Część piąta, Niepokój o - Przebudzenie
Książka poetycka TO MY. Wiersze Ocalałe, Część czwarta, Przebudzenie. - Rozpad
Książka poetycka TO MY. Wiersze Ocalałe. Część trzecia, ROZPAD - Miłość nie-możliwa
Książka poetycka TO MY. Wiersze Ocalałe Część druga, Miłość nie-możliwa. - Żagiew
Książka poetycka TO MY. Wiersze Ocalałe Część pierwsza, Żagiew. - Tryptyk
TRYPTYK - Trzy tomy poetyckie: MINIATURY, MYniatury, Niepokój o Absolut. - Niepokój o Absolut
Książka poetycka TO MY. Tom trzeci. Niepokój o Absolut (wszystkie części) - Coda
Książka poetycka TO MY. Niepokój o Absolut. Część piąta, Coda. - Przekroczenie
Książka poetycka TO MY. Niepokój o Absolut. Część czwarta, Przekroczenie.
- ANAL IZA
- autorskie piosenki
- BAZGRA NINA
- Bóg
- filozofia
- klucze
- kryzys
- literatura
- logossynteza
- miniatury
- mistycyzm
- miłość
- Muzostajnia
- MYniatury
- NIECODZIENNIK
- NIEPAMIĘTNIK
- Niepokój o Absolut
- piosenki
- POETICA METAPHISICA
- Poezja
- powieść
- Proza
- psychoanaliza
- SELVA OBSCURA – fragmenty
- TO MY
- TRYPTYK
- wiersze
- Wiersze ocalałe
- zen
- śmierć
- życie

Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.