Także, finiszujemy, a na finiszu mamy już prostą, nie, kręcimy się w kółko, zjadamy własny ogon, Uroboros, Bing Bang, który zmierza w nieskończoności do Big Clash’u i tak w kółko, bo z Big Clash’u w sposób całkowicie logiczny wyłania się Big Bang, i tak w nieskończoność, jedyne pytanie, czy kolejne wszechświaty będą wierną kopią aktualnego, czy nie, mi się wydaje, że tak, że będziemy tak, tato, siedzieć w nieskończoność, w kolejnych milionach eonów, przy stole, w kuchni, mówi dziś mój młodszy, jedenastoletni syn, po kłotni ze mną, w której zadośćuczynienia szukał w księdze Syracha, no coś Ty, odpowiadam, do niego, jeżeli Stwórca jest jednocześnie w materii, od zawsze i na zawsze, jednocześnie będąc poza nią i pamięta, metaforycznie rzecz ujmując, wszystkie równania matematyczne i fizyczne, które opisują wszechświat w jego całości, od początku do końca, bez trudu mógłby go odtworzyć po big clash, ale powiedz mi, gdybyś był takim Twórcą, to chciało by Ci się dwa razy robić to samo, nawet jak miałeś te klocki lego, to budowałeś z nich różne rzeczy, tato, to jest jeszcze nic, wszechświatów zwijających się do big clash, i wybuchających w big bang, uroborosów takich, w czarnych dziurach ukrytych, może być też w nieskończoność, więc jedne mogłyby się replikowować w tym samym kształcie, a inne rozwijać od nowa, ale inaczej, słuchaj, z księgą Syracha, synku, to był teatr tylko, że nie potrafiłeś w niej odnaleźć rozwinięcia czwartego przykazania, bo przecież z odnalezieniem pierwszego w czwartym już nie miałeś problemu, rzeczywiście, przyznać muszę, że byłeś świetnym filozofem i teologiem jeszcze w przedszkolu, szczególnie, gdyś zdefiniował Boga jako paradoks, alem myślał, że porzuciłeś drogę logiki, a tu okazuje się, że jest wprost przeciwnie, chylę czoła, i cieszę się, że uczysz się czegoś jeszcze w tym internecie, oprócz grania w gry.

Wprowadzenie zrobiłem trafne i zajedwabiste, a teraz pora na wpis stricte egzystencjalistyczny, w moim wydaniu egzystencjalizmu, które definiowałem już wcześniej, więc nie ma sensu absolutnie się powtarzać po raz kolejny, powiem tylko, że wpis się tutaj, już był odbył, a nie został zidentyfikowany, nazwany wprost, jako egzystencjalistyczny, drzewiej, a to przecież już niemal szczyt mojego mistycznego egzystencjalizmu, jeszcze wierszowany, jeszcze wyśpiewany, potem już tylko były równania matematyczne, niemal.
No i co do rysunku tytułowego, nie przejmujcie się niczym, żadne tam równania, zbiory, napisy, to wszystko lipa, chata poniosło, fajny jest tylko Uroboros, syn i ja, no i jeszcze kot Schrödingera.












Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.