Dwa tygodnie później, kiedy wirusowy kwas rybonukleinowy mnożył się w komórkach twojego ciała, które po chwili pękały w tysiące kawałków, siedziałeś w zazen próbując odnaleźć Wielką Ciszę, o której wiadomo, lecz czego zrozumieć nie można, iż jest Wielkim Wybuchem. I kiedy wchodziłeś już w bzyczącą krainę bezszumu, która znikła i nie była już żadną krainą, kiedy tylko w nią wszedłeś, choć nigdzie nie wchodziłeś, bo się działeś przecież skupiony w zazen, a przecież unosiłeś się i leciałeś i czułeś jak rosną ci korzenie wbijające się coraz bardziej w matkę Ziemię, które tak mocno trzymały cię przy ziemi, że aż ulatywałeś w bezkres; kiedy najwyższe c grzmiało wodospadami ciszy, aż po huk wieżowca rozbijającego się o uliczny bruk, huk i ogień i surmy anielskie, kiedy ty, tysiące ludzi spadałeś razem z blokami betonu i ścianami ognia, gdzie żywcem zostali w niebo wzięci, kiedy w końcu spadłeś na ziemię, nie obudziłeś się w punkcie omega, ale w kałuży słonej wody, w kałuży własnych łez, na podłodze swojego mieszkania, a spazm szlochu tobą wstrząsał, targały tobą wstrząsy i konwulsje, jak strach tych, którymi byłeś, a którzy przed w niebo wstąpieniem w obłokach pyłu, drżeli w ułamkach sekund o swoich najbliższych, których oglądać już będą tylko z pneumatycznej oddalonej góry, a dotyk ciepłej ręki będzie całkiem niemożliwy. I cieszyłeś się, znów płacząc, że wypadłeś z punktu omega, w tą mokrą kałużę własnych łez, w tym miejscu wszechświata, gdzie mogłeś jeszcze ściskać ciepłą dłoń swojej ukochanej, już niedługo, bo wy niedługo już mieliście także odejść z tego miejsca. Kiedy w dzienniku ujrzałeś dwa samoloty uderzające kolejno w nowojorskie wieże, płakałeś, lecz nie zadrżałeś, bo spadając z tonami żelaza i gruzu na podłogę swojego domu, widziałeś tych, którzy osuwając się z wieżowcami, w niebo wstąpili w obłokach dymu.
Jedna odpowiedź na “Zazen – WTC”
-

[…] czy o życiu wiecznym. One Ona. Albo i On? Lustro i jego druga strona. Bezczas Zazen – WTC Rosi Pozdrowienia z […]
PolubieniePolubienie

Dodaj komentarz