
Książka poetycka TO MY. Wszystkie cztery części: MINIATURY, MYniatury, Niepokój o Absolut, składające się na TRYPTYK, oraz Wiersze Ocalałe i DWUGŁOS, który stawia kropkę.

między wierszami, jest To, co Jest
By

Książka poetycka TO MY. Wszystkie cztery części: MINIATURY, MYniatury, Niepokój o Absolut, składające się na TRYPTYK, oraz Wiersze Ocalałe i DWUGŁOS, który stawia kropkę.

A co Manu tak dziwnie zamilkł? Ostatni nowy materiał to był 2 września, a dzisiaj mamy już 6 września (!), bo nie liczę tego „mieszania” opublikowanymi wcześniej utworami. Proszę coś napisać, może o egzystencjalizmie, skoro Due tego w 9 części nie rozwinął, albo o czymkolwiek, może o chorobach, i tak niejako przy okazji zapytam, czy Pan już wyzdrowiał?
Droga Pani Mario! Jestem Pani bardzo wdzięczny za próbę reanimacji umierającego mego bloga. Ja przeżyłem już śmierć wszystkich moich poprzednich projektów, wymienię je dla porządku, Muzostajnia, Psycheilogos, Soli Deo, także tworząc projekt niniejszy także wiedziałem, że jest on skazany na śmierć. Tym samym nawiązanie do egystencjalizmu w oparciu o empirię własnego twórczego życia, czy też tej twórczości kolejne śmierci, lepiej, a także źródeł judeochrześcijańskich: „dokonało się”, Τετέλεσται.
Pozwolę sobie w jednej kwestii jednakowoż się nie zgodzić: owo „mieszanie” którego łaskawa była Pani użyć może mieć sens – dla mnie jako autora – tylko wówczas, gdy przywołam metaforę rzeki, rzeki wierszy, która wpływa do oceanu (TO MY), jako zbioru wszystkich wierszy, tu publikowanych, w oryginale książka poetycka zawiera 201 stron rzeczonych wierszy, tu nieco mniej, ze względu na autocenzurę, niemniej wyraz książka jest użyty celowo, gdyż poszczególne, nie tylko poszczególne tomy wierszy – wystarczy spojrzeć wyżej, ale i wiersze w danym tomie – tworzą spójną opowieść, dlatego właśnie książka. Jest to projekt oryginalny, rzadko spotykany, o ile w ogóle, współcześnie, by napisać spójną książkę wierszami, dlategóż właśnie słowo „mieszanie” w Pani ustach zabolało mnie do żywego, nie ukrywam, tym bardziej, że wiem, że poświęciła Pani swój czas na czytanie tych wierszy w poszczególnych tomach, oraz na rozmowę ze mną o nich, co wielce sobie ceniłem. Zatem fakt, że zbudowanie z nich monumentalnej, spójnej książki poetyckiej jest zabiegiem nie tylko celowym i oryginalnym, ale ze wszech miar konstrukcyjnym, do Pani nie dotarł, sprawił, że jako poeta muszę przyznać się do porażki. Bo jeśli do Pani, umysłu ścisłego, który nie pogardza jednak lekturą poezji zamysł mój nie trafił, nie trafi do nikogo. Tym samym jest to gwóźdź do trumny mojego bloga, proszę, kolejny akcent egzystencjalistyczny, zgodnie z prośbą Pani, wyżej zapotrzebowaną. Co do mych chorób, po 2 miesięcznych L4 przyszło wrócić do pracy i bardzo źle to znoszę, jestem już całkowicie rozsypany, inne choroby się odezwały i uaktywniły, ale te mnie najpewniej zabiją, w ten czy w inny sposób, bo z nimi muszę się borykać, pracując. Zresztą w moim miejscu pracy mężczyżni padają jak muchy, czuję, że jestem kolejny na liście. Egzystencjalizm aż kapie w moim wpisie dziś. Niemniej, cieszę się wielce, bo mogę już umierać, testament duchowy już jest tu, na umierającym blogu, w kolejności LOGOSSYNTEZA (tego nikt nie czyta, kompletnie), także marne pocieszenie, SELVA OBSCURA CHRONO LOGOS (jak wyżej) i TO MY (j.w.). „Mieszanie” powiada Pani. Jeden lęk mam z głowy (patrz POWIEŚĆ), może po śmierci dalej żyć będę – w formie moich słów – jeśli ktoś z bliskich tu zajrzy i zrozumie, że zostawiłem testament, nie tylko dla rodziny.
Nie wiem, czy da się bardziej egzystencjalnie, Pani Mario, powstrzymam się od pisania o łzach, bo wiadomo. Cóż jeszcze – jeżeli chodzi o Due i o mnie. Mistrz ceremonii 3 Ucha jest geniuszem, od 13 lat systematycznie zostawia ślad, najczęściej sklejkę, cudownej urody literackiej i wielkiej głębi filozoficznej. Ja naprędce publikując dzień w dzień, lub częściej uzyskałem w nieco ponad 2 miesiące rzeczony testament wzmiankowany wyżej i widoczny w MENU. Publikowałem rzeczy, które miałem od 2003 po dziś dzień. Do 2003 powstała Selva i pewnie połowa wierszy, reszta wierszy to 2023-26. Ja nie potrafię, jak Due, pisać na bieżąco – wyjątkiem NIECODZIENNIK i złożona z niego mikropowieść ONA TO WSZYSTKIE, pani Mario. Mam jeszcze trochę materiału, co prawda, i starego i nowego, co do nowego, in statu nascendi , to nie wiem zupełnie, czy będzie powstawał, bo ja pisać nie umiem, kiedy umieram, co do zasady, raczej piszę, kiedy rozkwitam, a nie nie wiem, jeszcze, Pani Mario, czy kwitł będę, czy już jestem obumarłym drzewem. Chyba tyle, uważam, że wpis niniejszy , egzystencjalny, w komentarzu, czyni zadość Pani pragnieniom takoż tuszę z komentarza, egzystencjalnym. Aha. Będę publikował, jak nie umrę, ale dużo rzadziej.
[…] mnie Pani Maria, znów, do wpisu niniejszego, to drugi raz dzisiaj, udało jej się wyrwać mnie spod kołdry, pod […]
No to się porobiło. Drogi Manu po pierwsze dziękuję bardzo za ten komentarz, na tyle obszerny, że na oddzielnego posta w Niecodzienniku w zupełności by wystarczył. W żadnym razie nie było moim zamiarem, żeby Panu sprawiać jakąkolwiek przykrość tym „mieszaniem”, to była tylko taka nieszczęsna jak się okazało metafora, która miała podkreślić, że od paru dni nic nowego się nie pokazało, choć wcześniej pokazywało się regularnie, prawie codziennie, więc się przyzwyczaiłam i uznałam, że tak będzie dalej, co świadczy przecież tylko o tym, że ja na te Pana utwory czekałam. Może trochę za mało to okazywałam, ale codziennie jednak na blog zaglądałam. No i proszę zauważyć, że to mieszanie było jednak w cudzysłowie. Za sprawienie przykrości przepraszam.
Szkoda , że będzie Pan publikował swoje notki rzadziej, ale wiadomo, obowiązki zawodowe i rodzinne są ważniejsze niż blog. Tym nie mniej zapewniam, że będę czekać na Pana wpisy. Dużo zdrowia życzę!
Ależ ja wdzięczny jestem. Może też się wyraziłem nieprecyzyjnie. W dowód wdzięczności nowy wpis , poniekąd , a na pewno z inspiracji . Już na stronie. Tu, powyżej Pani wpisu choćby można kliknąć.











Zostaw słowo, lub to, co pomiędzy słowami.